Moribaya & Amadou Fola w Miejsce Chwila

   Bardzo lubię muzykę pochodzącą z Czarnej Afryki więc gdy tylko usłyszałam o koncercie zespołu MORIBAYA wiedziałam że  ten piątkowy wieczór będę spędzać w Miejce Chwila na ulicy Ogrodowej.

   Wieczór rozpoczął występ uczniów kursów KLICK&DRUM, zespołu o nazwie VIVA el CAJON. Słowo cajon pochodzi z języka  hiszpańskiego i znaczy pudełko. Na instrumencie gra się siedząc okrakiem na prostokątnym pudełku i uderzając w jego bok. Instrument ma werblowe brzmienie dzięki strunom i sprężynom umieszczonym pod przednią płytą. Kursy początkowo miały skupiać się tylko na grze na cajonie, lecz ze względu na  duże zainteresowanie i  dobrą zabawę uczestników, rozszerzono go  także o bębny. W czasie koncertu zagrano nie tylko na cajonie, ale też na djembie, kongach oraz innych instrumentach perkusyjnych. Podczas koncertu pojawiły się utwory inspirowane muzyką z Ameryki Południowej i Afryki  nie zabrakło więc i kubańskiej rumby, brazylijskiej samby oraz utworów inspirowanych afrykańskim juju, sabar, czy kassa. Wszyscy muzycy ochoczo walili w  swoje instrumenty i najchętniej pewnie nie oddawaliby  wcale sceny gwieździe wieczoru, czyli zespołowi Moribaya.

   Moribaya to zespół  entuzjastów kultury i tradycji Afryki Zachodniej z zamiłowaniem do muzykowania. Utwory wykonywane są na instrumentach tradycyjnych- afrykańskich, przywiezionych nierzadko z prywatnych podróży muzyków. W czasie wieczoru  zespół zaprezentował  żywiołowe, transowe utwory, wykonywane głównie  na bębnach djembe z akompaniamentem innych instrumentów, jak dundun, flet fula, balafon, kora, krin i innych, których nazw nie sposób spamiętać. Zagrano  utwory  z rodowodem miejskim i wiejskim, niekiedy były to wersje zmienione od oryginałów przez jednego z członków zespołu. Cały koncert kipiał energią i afrykańskim  żywiołem, bowiem większość utworów była bardzo dynamiczna, wesoła. Muzycy pozwolili sobie wyłącznie na dwa spokojniejsze piosenki, by dać nieco odpoczynku dłoniom. Mimo małej przestrzeni i dużej ilości gości, udało się wygospodarować niewielkie miejsce pod sceną i fani zespołu mogli dać upust emocji prezentując trochę tańca afrykańskiego. Same  członkinie zespołu, gdy tylko pozwalały im na to wolne ręce, również odwdzięczały się widowni cudownym tańcem. A ręce w tym tańcu są niezbędne, bo tańczy się całym sobą, podskakuje, gestykuluje, macha kończynami na wszystkie strony. Ten taniec to radość w najczystszej nieskrepowanej, postaci.

   Wieczór minął bardzo prędko, a ja cieszę się że spędziłam go w afrykańskich klimatach.

   Wszyscy zainteresowani bębnieniem mogą nauczyć się tej sztuki na kursach KLICK&DRUM. Osobiście mogę podpowiedzieć również szkołę Viva Cuba, która od niedawna organizuje kurs Batucady (forma samby granej na instrumentach perkusyjnych). A jeśli ktoś miałby chęć poskakać  trochę tańca afrykańskiego, polecam zajęcia w Cuban Place, prowadzone przez samą członkinię zespołu Moiribaya – Anikę.

 M.A.G.