Pisać każdy może…

   Z zamiarem pisania krótkich form, nazwijmy je trochę na wyrost felietonami, nosiłem się od bardzo dawna. Oczywiście odkładałem tę czynność w czasie, bo stale mi czasu brakuje, a i w sumie do powiedzenia za wiele nie mam. Bo o czym ma pisać człowiek, który większość dnia spędza w pracy, potem czasami zajrzy na jakąś promocję lub – gdy z różnych zdrowotnych powodów na taką promocję dotrzeć nie może – wraca do domu, trochę się pokrząta i idzie spać. Spać też w sumie za bardzo nie może, więc się nie wysypia, a rano wstaje, idzie do roboty i… Naprawdę taki człowiek nie ma nic ciekawego do powiedzenia, że już o pisaniu nie wspomnę. A z drugiej strony siedzi coś w środku i męczy i woła, że chciałoby wyjść na zewnątrz, że tak bardzo chciałoby się uzewnętrznić. I na nic głos rozsądku, który mówi, że przecież nie wypada, że pisać powinni tylko mądrzejsi, że nigdy na zewnątrz nie da się wydobyć wszystkiego, a już na pewno nie w takiej formie, w jakiej by się chciało. A do tego jeszcze wstyd, bo nie daj Boże ktoś przeczyta. I puknie się w czoło i powie, stary już zupełnie zwariował. Bo nie dość, że i tak od wielu już lat wypisuje jakieś bzdety o muzyce, albo o jakiejś książce coś tam skrobnie, to teraz jeszcze mu się zachciało czegoś nowego, pisania felietonów. No, żart jakiś.

   I tak ciągnę te wewnętrzne rozmowy, a rzeczywistość się ciągnie, i „dzień świstaka” każdego dnia, i w końcu trzeba było powiedzieć dość. Trzeba było tupnąć nogą (bez przesady, bo jednak sąsiedzi na dole), walnąć pięścią w stół (delikatnie, bo akwarium) i wziąć się za siebie i za pisanie też się wziąć. I zacząć, i skrobnąć te kilka pierwszych zdań. Ot choćby o tym, jak ciężko zacząć pisać, a tak bardzo by się chciało. I jeszcze, że umiejętności nie te, że warsztat zerowy, że może lepiej zostawić to tym, co robić to potrafią. A przecież ich nie brakuje, a jeden lepszy od drugiego, a dowcipem potrafią się wykazać, ironią złośliwą wielce, konceptem jakowymś niezwykłym. A ty człowiecze, co? Ani dowcipu, wszak każdy kawał potrafisz zniszczyć, cynizmu śladowe ilości, umiejętności łączenia faktów w sumie też niewielkie, oczytanie średnie, pamięć w rozsypce (cytaty znasz może z dwa), świata nie widzisz, celebrytów nie znasz, politykę omijasz łukiem szerokim. To jak zamierzasz pisać. O czym zamierzasz pisać? Po co zamierzasz pisać? A może za pracę wziąłbyś się jakąś, jakieś pieniądze zarobił, kupił coś dzieciom, że już o stawianiu domu i sadzeniu drzewa nie wspomnę. Może wypadałoby wreszcie zmądrzeć!

   Może wypadałoby wreszcie zmądrzeć… Tylko jakoś nie potrafię, nie potrafię pozbyć się specyficznego podejścia do życia, nie potrafię przestać myśleć o pisaniu, nie potrafię przestać pisać. A że nie potrafię pisać, to trudno. Kiedyś, kiedy człowiek chciał podzielić się swoją pisaniną musiał trafić do jakiegoś wydawcy, teraz można sobie pisać do woli w internecie. I prawie wszyscy piszą, a skoro inni mogą, to dlaczego nie ja?! Że stary? No to co? A kto staremu zabroni? Że nie umie? A kiedy miał się nauczyć, jak dopiero zaczyna? Że mało błyskotliwy? A wszyscy muszą pisać błyskotliwie? A nie można sobie napisać ot tak, dla samego napisania. Dla sklecenia parunastu zdań?

   Jak widać, można…. Bo właśnie to zrobiłem. Obawiam się, że większość tych tak zwanych felietonów będzie tak właśnie wyglądać. Kto da radę to znieść, zachęcam do czytania i dzielenia się opiniami, a jak ktoś uznaje to za stratę czasu, to niech sam zacznie pisać. Bo to prawdziwa frajda. A o to właśnie w tym wszystkim chodzi.

Ray

Grafika: Leon  – BakalarzArt/Agencja Metal Mundus

PS. Od razu pocieszam, że pisać raczej będę nieregularnie, tylko wtedy, jak mnie coś poruszy, jak znajdę czas, by usiąść i napisać. A potem jeszcze opublikować. Czyli raczej rzadko.