Wolbórz – historia, zaginione klucze i… fryzjer

   Każdy powód, by wyruszyć z domu jest dobry. Dlaczego nie miałoby nim być poszukiwanie fryzjera? No, w sumie, dlaczego nie? Na taki pomysł wpadł właśnie mój szanowny szwagier. Postanowił poszukać fryzjera gdzieś dalej od swojego miejsca zamieszkania. A do tego stwierdził, że chciałby tego fryzjera poszukać w… Wolborzu!

   Nie mógł mi sprawić większej niespodzianki, bowiem mijałem tę miejscowość wiele razy, widziałem z daleka pałacowe założenie obecnej szkoły, a bardzo chciałem przyjrzeć mu się z bliska. Zatem z ochotą przystałem na tę z założenia krótką podróż, bowiem wyruszyliśmy późno, więc należało się liczyć z tym, że nie uda nam się zobaczyć wszystkiego tak dokładnie, jak bym chciał. Najważniejsze jednak było to, że w ogóle uda się coś zobaczyć!

   A Wolbórz to ciekawe miejsce, niewielkie teraz stosunkowo miasteczko, leżące blisko słynnej „gierkówki”, czyli trasy S8 w województwie łódzkim, które jednak może się poszczycić ciekawą historią oraz działającym w nim, jednym z najznamienitszych umysłów dawnych czasów, a mianowicie Andrzejem Fryczem Modrzewskim, który przez kilka lat był wójtem Wolborza.

   Już z tego chociażby powodu warto tu przyjechać. Ale to bynajmniej nie jeden powód! Bo wszak po pobycie Modrzewskiego w mieście nic nie zostało, a po pobycie innych osobników i owszem. Zanim jednak przejdę do biskupów, korzystając z wiedzy zawartej w internecie muszę wspomnieć, że osadnictwo na tym terenie istniało już prawdopodobnie przed czterema tysiącami lat. W średniowieczu miejsce to musiało być na tyle istotne i zasiedlone, że w 1276 roku z nadania Leszka Czarnego zyskało prawa miejskie na prawie niemieckim. Jak zaznaczono, to zaledwie 16 lat po Krakowie! A związek z Krakowem był i taki, że właśnie w Wolborzu utworzono filię krakowskiej Akademii! I to już kolejna ciekawostka!

   Kiedy udamy się pod najważniejszy, z punktu widzenia zwiedzającego, budynek w mieście, czyli właśnie obecnej szkoły, natkniemy się na charakterystyczny pomnik z dwoma mieczami i literą „J”. Skojarzenia będą oczywiste, to właśnie tutaj wyznaczone zostało miejsce koncentracji wojsk z Małopolski i wschodnich części ówczesnej Korony, przed wymarszem pod Grunwald. A z Krzyżakami miasto ma jeszcze jeden istotny związek. Tu bowiem król Jagiełło wydał odezwę z 29. artykułami obwiniającymi zakon krzyżacki. Niejedno miasto chciałoby pochwalić się taką historią!

   A to jeszcze nie koniec, bo jak wspomniałem, przez parę lat w XVI wieku, posadę wójta sprawował w nim sam Modrzewski, którego dzieło „O naprawie Rzeczypospolitej” wciąż pozostaje jedną z najważniejszych analiz politycznych renesansowej Polski.

   Potem w mieście bywało różnie, poza nękającymi je pożarami, doznało sporego uszczerbku od caratu, bowiem z racji nazbyt patriotycznej postawy mieszkańców miasta, najpierw odebrano tytuł kolegiaty świątyni św. Mikołaja (1819), a w 1870 odebrano prawa miejskie. Wolbórz odzyskał je dopiero w 2011 roku.

   Sporo napisałem o historii miasta, ale trudno było nie wymienić tak istotnych informacji, mających znaczenie dla miasta, jak i zwiedzającego, czyli na przykład dla mnie. Ja lubię wiedzieć, co i jak się działo, bo zupełnie inaczej odbieram wtedy określone miejsca.

   Już od samego wjazdu wita podróżnych potężne założenie parkowo-pałacowe. My, w poszukiwaniu… fryzjera zostawiliśmy je sobie na koniec, udając się najpierw w okolice górującej nad miastem wieży kolegiaty św. Mikołaja. Kościół powstał prawdopodobnie w XV wieku, ale niewiele się z tego okresu zachowało, bowiem w XVIII wieku został dość gruntownie przebudowany wg projektu Franciszka Placidiego (on tez przebudował wolborski pałac, zaprojektował fasadę krakowskiego kościoła Pijarów, kierował budową drezdeńskiego Hofkirche). W środku świątyni zachowały się podobno niewielkie fragmenty gotyku, ale niestety, kościół był zamknięty, a przez odbijające światło szyby niewiele się dało zobaczyć. To już niestety kolejny raz, gdy z wnętrza kościoła mogą korzystać tylko i wyłącznie mieszkańcy danego miasta…

   Na przyległym do kolegiaty placu znajdują się pomniki. Pierwszy poświęcony Andrzejowi Fryczowi Modrzewskiemu, drugi marszałkowi Piłsudskiemu, trzeci wspomnianemu wymarszowi wojsk Jagiełły pod Grunwald, czwarty przyjaźni z Orawianami.

   Podobno gdzieś za tym placem (tego nie jestem pewien, bo z zapytanych osób, nikt za bardzo nie wiedział), stał sobie wolborski zamek. To właśnie w nim swoją siedzibę mieli kujawscy biskupi, zanim przenieśli się do nowego lokum. Z tego, co udało mi się wyczytać, zostały z niego jakieś fundamenty, które jednak zarosły, znajdują się na terenie prywatnych działek i nie są w ogóle widoczne. Szkoda, ale cóż…

   Nie pozostało nam zatem nic innego, jak udać się w kierunku wspomnianego już, potężnego założenia pałacowego, które tyle razy kusiło mnie swoim wyglądem, gdy przemierzałam trasę z Warszawy na Śląsk i z powrotem. To właśnie ten słynny pałac Biskupów Kujawskich (przebywali tu do 1818 r.), powstały w drugiej połowie XVIII wieku, prawdopodobnie na fundamentach wcześniejszej budowli. Całe założenie obejmuje zarówno sam pałac, przylegające do niego oficyny, ale też pomieszczenia gospodarcze, kordegardę i park. I chociaż mamy świadomość, że pałac był przebudowywany (wykorzystywany zresztą do różnych celów, jak koszary, hufce pracy, czy obecnie szkoła) to i tak zarówno on sam, jak i całe założenie pałacowo–parkowe robi ogromne wrażenie. Szkoda tylko, że nie udało nam się obejrzeć go dookoła, ale późna pora w tym skutecznie przeszkodziła. Przed pałacem stoi wspomniany już „Pomnik Czynu Grunwaldzkiego” autorstwa Stefana Wymana, postawiony w tym miejscu w 1960 roku.

   Jeszcze do niedawna w pałacowym budynku mieściła izba muzealna, która została jednak przeniesiona do słynnego wolborskiego Pożarniczego Centrum Historyczno-Edukacyjnego Ziemi Łódzkiej, przylegającego zresztą do nowoczesnego i prężnie działającego Miejskiego Ośrodka Kultury. Oczywiście bardzo chcieliśmy obejrzeć to muzeum, w czym próbowała nam dzielnie pomóc pani dyrektor MOK-u. Niestety, ktoś wziął klucze i nie udało się go zlokalizować. Tym razem nie mogliśmy mieć pretensji, bo przyjechaliśmy po prostu za późno. Mamy zatem powód, by ponownie zjawić się kiedyś w Wolborzu, obejrzeć raz jeszcze okolice pałacu, obejrzeć wystawę i kaplice, których też już nie byliśmy w stanie zobaczyć, gdyż zrobiło się bardzo ciemno.

   Powinno w tym momencie paść pytanie: a co z fryzjerem? I spieszę donieść, że trafiliśmy do Salonu Fryzjerskiego B&G, że obaj oddaliśmy się w sprawne ręce pana (niestety tak się zagadałem, że zapomniałem zapytać chociaż o imię) i wyszliśmy z zakładu niezwykle zadowoleni.

   Kiedy zatem będziecie przejeżdżać z południa na północ S8-ką, zajedźcie koniecznie do Wolborza, by poczuć jego niesamowitą atmosferę, by poczuć powiew historii, ale też by ściąć sobie włosy. Profesjonalnie i w bardzo dobrej cenie. A, i jeszcze trzeba spróbować zupy chrzanowej. Podobno to lokalny specjał, tylko… że podobno bywa dostępny dla przyjezdnych wyłącznie podczas festynów!

Ray

Dzięki wuju Grzegorzu za pomysł wyjazdu!