Fuga – reż. Agnieszka Smoczyńska

   Film obejrzałem jeszcze przed świętami. To był mój pierwszy raz w nowym kinie, które powstało w najbliższym centrum handlowym. Dobrze, bo będzie bliżej i łatwiej dojechać. Cieszę się z tego ogromnie. Równie mocno się cieszę z tego, że mogłem zobaczyć ten film. Jeśli tak mają wyglądać filmy wymyślone przez panią Gabrielę Muskałę, to już czekam na następne.

   A film to trudny, zarówno do zrobienia, jak i oglądania, bo opowiada o tym, co może przytrafić się każdemu z nas i jest jednym z najmniej przyjemnych elementów naszego życia. To film o zapomnieniu. Im dłużej żyję, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że znaczną, a kto wie, czy nie najważniejszą część naszego ja stanowi nasza pamięć. Nasze wspomnienia, nasza możliwość pamiętania, przypominania sobie, kojarzenia. Gdy tego nam zabraknie, dalej istniejemy, ale czy naprawdę jesteśmy jeszcze sobą? To pytanie natury filozoficznej, nie mnie zatem je roztrząsać.

   A pani Gabriela postanowiła się z nim zmierzyć. I bynajmniej nie udziela na nie jednoznacznej, właściwie nie udziela żadnej odpowiedzi. I dobrze to robi filmowi. Fabuła filmu jest prosta. W programie telewizyjnym pokazana zostaje kobieta – Alicja (Gabriela Muskała), która straciła pamięć. Cierpiała na zaburzenie nazywane fugą dysocjacyjną. Zniknęła z domu przed dwoma laty, nie pamiętała kim jest, nie wiedziała, co przez ten czas robiła. Kobieta (naprawdę ma na imię Kinga) zostaje rozpoznana przez rodzinę i zabrana do domu. Problem polega jednak na tym, że ona tego domu nie pamięta. Nie pamięta męża, nie poznaje dziecka, nie chce i nie potrafi stać się ponownie częścią tej rodzinnej układanki. Wszelkie próby podejmowane przez rodziców i męża Alicji/ Kingi (znakomity w tej roli Łukasz Simlat) nie mają szans powodzenia.

   Taki scenariusz, taki film można bardzo łatwo zniszczyć. Zamęczyć psychologizowaniem, filozofowaniem, można go zrobić „na płacząco”. Można nim zanudzić. Ale zarówno scenarzystce/ aktorce, czyli pani Muskale, jak i reżyserce, pani Agnieszce Smoczyńskiej udało się zrobić film, który trzyma do końca w napięciu, w którym czeka się na każde słowo, każdy gest bohaterów. Film, w którym wszystko toczy się właściwie w jednym miejscu (z małymi wyjątkami), wśród tych samych ludzi, a jednak dzieje się w nim bardzo dużo. Dzieje się dużo w sferze emocji, bo przeżywamy wspólnie z Alicją, jej rodzicami, jej mężem i dzieckiem. Próbujemy zrozumieć każdą z postaci, widząc jednocześnie, że co było, już nie wróci.

   Ważną rolę w tym filmie ma samo umiejscowienie akcji. „Wypasiony” dom Alicji stoi samotnie wśród pól, w surowej, zimnej przestrzeni. To swego rodzaju symbol tego, co działo się w małżeństwie Kingi, ale też to obraz tego, co jest w tej rodzinie obecnie. Dom jest piękny, duży, bogaty, ale był w nim chłód, i ten chłód panuje w nim do dziś. Chłód międzyludzkich stosunków. Kinga miała tego zapewne dość i wypadek, który stał się bezpośrednim powodem jej choroby i jej zniknięcia stał się dla niej rodzajem wybawienia, pozwolił na zerwanie z dotychczasowym życiem. Czy akurat takiego wybawienia chciała, to oczywiście już sprawa do kolejnej dyskusji.

   Mocny, poważny, wzruszający i ważny to film. Film z serii filmów, w których niewiele jest słów, niewiele zwrotów akcji, ale za to cała masa treści, cała masa pytań, problemów do dalszych rozważań.

METRYCZKA:
Tytuł: Fuga
Reżyseria: Agnieszka Smoczyńska
Scenariusz: Gabriela Muskała
Produkcja: Polska
Rok emisji: 2018
Gatunek: dramat
Produkcja: Polska, Czechy, Słowacja
Obsada: Gabriela Muskała, Łukasz Simlat, Małgorzata Buczkowska, Zbigniew Waleryś, Halina Rasiakówna, Piotr Skiba