Hotel dla cudzoziemców – reż. A.Máša

   Trochę czeskiego czarnego humoru, trochę czeskiego surrealizmu, trochę niemieckiego ekspresjonizmu, trochę thrillera, trochę kryminału. Taki właśnie był „Hotel dla cudzoziemców”, który miałem okazję obejrzeć 20 kwietnia 2016 w ramach festiwalu „Buntownicy kamery”. Film dziwny, którego autorzy próbowali połączyć tajemniczą, lekko przerażającą aurę, z jednoczesnym, bardzo wyraźnym przymrużeniem oka. Próbowali stworzyć filozoficzno-kryminalną, surrealistyczno-poetyczną powiastkę. Ale z góry przyznaję, że jeśli jeszcze na początku film nawet wciąga, tak jego długość i nagromadzenie osób i wątków w pewnym momencie zaczyna – delikatnie mówiąc – nużyć.

   Młody człowiek, do tego raczej biedny poeta Pavel Hudec (samo nazwisko „Biedny” o tym świadczy – w tej roli Petr Čepek) przybywa do pewnego tajemniczego hotelu, by spotkać się z panią swego serca – Veroniką. Od samego początku wszystko i wszyscy w hotelu są jacyś „dziwni”, widać, że każdy odgrywa jakąś dziwną rolę, każdy ma coś do ukrycia. Hudec, po awanturze w hotelowej restauracji zostaje przeniesiony z najlepszego pokoju do… dziwnego, zdecydowanie gorszego pokoju, z tajemniczą szafą. Wszystko jest dziwne, łącznie z tą, ta którą czekał. Ona też nie odbiega od „tamtejszej normy”.

   Dziwni hotelowi mieszkańcy i dziwna hotelowa obsługa robią i mówią dziwne rzeczy, a widz z każdą sceną z lekka traci wątki i cierpliwość, do czasu, aż… bohater ginie! Kto go zabił i dlaczego? Cóż, ta zagadka nie została wyjaśniona. Ot, widocznie taki los był mu pisany. Najważniejsze, że można wstać z fotela!

   Trochę się „przejechałem” po tym filmie, ale – mimo najszczerszych chęci – miałem bardzo poważne problemy z doczekaniem jego końca. Być może wdało się zmęczenie spowodowane zbyt dużą ilością obejrzanych filmów, a być może znużenie nadmierną ilością „odjechanych” filmów, które widziałem w tak krótkim czasie.

   Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o kilku dobrych cechach tej produkcji. Na pewno udało się stworzyć wyjątkową, tajemniczą aurę. Sam budynek, obsada (twarze!), praca światłem i cieniem powodują, że od samego początku przeczuwamy, że coś się musi wydarzyć i raczej nie będzie to coś miłego. Sam pomysł na fabułę też jest ciekawy, ale wydaje mi się, że nie do końca udało się go zrealizować, pojawiło się za dużo „nadrealności”, za dużo zagmatwania, za dużo dłużyzn.

   Na koniec muszę dodać, że poza wspomnianym już odtwórcą głównej roli w filmie pojawiło się sporo znanych aktorów, jak niezwykle intrygująca Taťána Fischerová (Veronika), Vladimír Šmeral (Blacha), fantastyczny Josef Sorm (recepcjonista), ale też dwaj reżyserzy: Jiři Menzel w roli hotelowego boya i Ewarm Schorm w roli wikarego. I z tej racji też warto spróbować obejrzeć ten film.

Może – jak trafi się okazja – zmierzę się z nim raz jeszcze.

Ray

METRYCZKA

Tytuł: Hotel dla cudzoziemców

Tytuł oryginalny: Hotel pro cizince

Reżyseria: Antonín Máša

Scenariusz: Antonín Máša

Produkcja: Czechosłowacja,

Rok emisji: 1967

Gatunek: komedia, dramat, surrealizm

Obsada: Petr Čepek, Jiří Menzel, Evald Schorm, Jiřina Jirásková, Taťána Fischerová, Marta Krásová