Jakub Małecki – Dżozef, SQN, Kraków, 2018

   Chociaż rok Conrada już się skończył, to jednak dzieło i duch wielkiego pisarza wciąż pozostają żywe… Znakomitym przedłużeniem owego roku jest wznowiona właśnie (pierwsze wydanie w 2011 r.) książka Jakuba Małeckiego „Dżozef”. To nie tylko znakomita powieść fantastyczno – obyczajowa, ale też wielkie podziękowanie za prozę Conrada, hołd złożony wyjątkowemu człowiekowi. To wreszcie swego rodzaju książka – symbol ukazująca, jak ważną rolę w życiu wielu ludzi odegrała proza mistrza, jak bardzo potrafiła i wciąż potrafi wpływać na ludzi, kształtować ich, pomagać przebrnąć przez życiowe zakręty.

   Fabuła jest z pozoru prosta. Do szpitala trafia młodzieniec, któremu przefasonowano twarz (ma złamany nos) i ukradziono komórkę. W szpitalnej sali Grzegorz Bodnar przebywa w towarzystwie trzech mężczyzn. Jeden, nazwany przez niego Marudą, szybko wychodzi do domu, ale pozostała dwójka, tj. nie do końca uczciwy biznesmen, zwany Kurzem (tak, tak, skojarzenie nieprzypadkowe) oraz Czwarty, czyli pan Stanisław wciąż muszą dzielić z nim trudy związane z pobytem w szpitalu. Wszystko jest normalnie (oczywiście szpitalnianym życiem) do czasu, gdy pod wpływem nadmiernej gorączki, pan Stanisław, który niemal każdą wolną chwilę spędza na lekturze książek Korzeniowskiego, „zamienia się” w Conrada i prosi Grzesia o zapisanie jego ostatniej książki. W tym momencie zaczyna się (pozornie) drugie opowiadanie – historia życia Stasia Baryłczaka, wiejskiego chłopaka, który odkrył w sobie umiejętność „uwalniania z drewna dziwnych skrzatów”, z których jeden – kozioł, zwany Drewniakiem wpłynął na całe jego życie. Opowiadana przez Stanisława historia wciąga łóżkowych sąsiadów coraz bardziej, bo „przygody” Stasia oraz ujawniające się wraz z każdą kolejną częścią uzależnienie młodzieńca od Drewniaka jednocześnie intrygują, jak i przerażają. Tu też pojawia się kolejny już raz Conrad – okazuje się, że jedynym sposobem na uwolnienie się (oczywiście tylko czasowe) Stasia od Drewniaka jest czytanie dzieł tego pisarza. Kiedy zarówno bohaterowie książki, jak i my czytelnicy, zaczynamy łączyć pewne wątki i czekamy na to, kiedy dojdzie do ich ujawnienia, pojawia się coś jeszcze, otóż nagle zaczynają znikać pojedyncze pokoje, potem korytarz, wreszcie….

   Na tym zakończę opowiadać fabułę, żeby nie zniszczyć przyjemności czytania. Nie mogę jednak pominąć wspomnianej na wstępie kwestii. Wpływu, by nie powiedzieć uzależnienia od lektury dzieł Conrada. Ale to też jeszcze nie koniec, bo przecież ta opowieść nie opowiada tylko o wpływie dzieła Conrada na ludzi, ona jest swoistym przeniesieniem do naszej współczesności conradowskiej historii, historii o miłości i śmierci, o uzależnieniu, roli przypadku (czy aby na pewno), możliwości decydowania o sobie (zwykle ograniczonej). To opowieść o naszym postrzeganiu rzeczywistości i będących tej rzeczywistości istotnym elementem – ludzi. Ludzi bardzo różnych, innych od nas. To powieść o ludzkim losie, o życiu przeżywanym nie zawsze tak, jak by się chciało, o walce o przetrwanie, walce o zachowanie części siebie. O próbach zmian, zerwania z przeszłością, a dokładniej o (prawdopodobnej) niemożliwości zrealizowania tego celu. To oczywiście tylko część problemów, które odnajdziemy w tej znakomitej książce, tej krótkiej, acz treściwej rozprawce filozoficznej, podanej niezwykle żywym, współczesnym językiem.

   To Conrad napisany współczesnym polskim językiem. To Conrad z początku XXI wieku, i z tej współczesnej nam Polski. To inni bohaterowie, inny ubiór, inny język. Ale ludzie i ich problemy wciąż te same.

Ray

METRYCZKA:
Autor: Jakub Małecki
Tytuł: Dżozef
Państwo: Polska
Tłumaczenie: –
Wydawnictwo: SQN
Miejsce wydania: Kraków
Data wydania: 2018
Stron: 322