Kornel Filipowicz – Śmierć mojego antagonisty

   O tym, że bardzo lubię prozę Kornela Filipowicza już zapewne kiedyś pisałem. Lubię ją, bo to proza wyjątkowa, jak wyjątkowy był sam jej autor. I chociaż od powstania tych – najczęściej – krótkich opowiadań, bo takie pan Kornel zazwyczaj pisał, upłynęło sporo czasu, to chociaż w części z nich opisuje świat miniony, to ich treść wewnętrzna pozostaje niezmiennie aktualna.

   Ostatnio sięgnąłem po kolejny tomik jego opowiadań, wydany w 1972 roku, a zatytułowany „Śmierć mojego antagonisty”. Jest to książka i taka sama, jak wszystkie inne, które miałem okazję przeczytać, jak i zupełnie inna. Już spieszę z wyjaśnieniem, dlaczego inna. Otóż, podzielona została na dwie części. I chociaż obie części wchodzą w skład jednego tomiku, to jednak bardzo się różnią. I to na tyle, że zastanawiałem się nawet, czy takie ich umiejscowienie miało sens? A jeśli miało sens, to jaki? Pokazać dwie natury tego samego autora. Jedną bardziej wewnętrzną, a drugą… też wewnętrzną, ale trochę mniej? Oczywiście celowo trochę przesadzam, by zachęcić do sięgnięcia po tę książkę. Bo, podobnie zresztą, jak wszystkie inne, to książka pana Filipowicza, a zatem książka, która nie pozostawia żadnego czytelnika bez potrzeby pewnego zamyślenia, spojrzenia w siebie.

   Pierwsza część książki to rodzaj swego rodzaju spowiedzi. To rodzaj swego rodzaju terapii, polegającej na wypowiedzeniu tego, co siedzi we wnętrzu wypowiadającego dane słowa. To wyrzucenie z siebie tego, co boli, co dręczy, co siedzi gdzieś głęboko w środku i kiedyś musi znaleźć swoje ujście. I właśnie znalazło. To opowieść o pewnych potrzebach, ludzkich potrzebach, bardzo różnych potrzebach, czasami wręcz takich, o których istnieniu często nie zdajemy sobie sprawy, aż wydarzy się w życiu coś, co otworzy nam oczy. Już w pierwszym, tytułowym opowiadaniu zderzamy się z trochę inną prozą Filipowicza, bo pisaną w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Bez względu na to, ile w tym kreacji (być może to wszystko jest tylko kreacją), stajemy oko w oko z autorem, czy raczej alter ego autora. Wchodzimy wręcz w jego ciało, razem z nim oddychamy, wspólnie obserwujemy otaczający nas świat, wspólnie przeżywamy. We wspomnianej już „Śmierci mojego antagonisty”, wspólnie z autorem zdajemy sobie sprawę, że nasze istnienie, takie istnienie, jakie od lat przeżywamy uzależnione jest od istnienia kogoś innego, naszego przeciwnika, z którym od lat walczymy na słowa, na poglądy, i ta właśnie walka jest kwintesencją naszego istnienia. Jak zatem dalej istnieć, gdy nasze przeciwieństwo, które było budulcem naszego bytu, przestaje istnieć?

   A jak reagujecie na przeszkody, na które przecież napotykamy w życiu, albo na traumatyczne sytuacje, które – chociaż tego wcale nie chcemy – pojawiają się w naszych snach? A zdarza wam się trafić w miejsce, którym się zauroczycie bez granic, a które jednocześnie wydaje wam się niepokojące, lub obserwować parę, która wydaje się być nierozłączna, a życie jednak miało inną wersję wydarzeń? Jestem pewien, że większości z nas przynajmniej pewna część tych sytuacji się przydarzyła. O takich właśnie sprawach pisze Kornel Filipowicz. To oczywiście nie wszystkie opowiadania, i nie wszystkie problemy, które autor porusza w tej części zbioru. Ale wszystkie są poważne, wszystkie istotne, wszystkie dotyczą kwestii, które w znacznym stopniu wpływają na ludzkie życie.

   Druga część to już „klasyczne” opowiadania w stylu pana Kornela. Są tu historie z czasów wojny i z czasów powojennych, a wszystkie łączy jedno – człowiek. Człowiek, który próbuje przerwać. Przetrwać fizycznie i psychicznie. W tym celu tworzy swoje własne światy, oddaje się pracy lub określonej pasji, w tym celu zakłamuje rzeczywistość. Różni są ci bohaterowie, czasami chcielibyśmy im pomóc i trzymamy za nich kciuki, innym razem sami mielibyśmy ochotę wygarnąć im ich niewłaściwe (oczywiście z naszego punktu widzenia) postępowanie i trwanie przy określonych poglądach. Ale tacy przecież są ludzi, są inni, są różni od nas. Mają zatem prawo do przeżywania swojego życia po swojemu.

   Wszystko, co napisałem, w najmniejszy nawet sposób nie oddaje atmosfery tych opowiadań, zaledwie lekko zahacza o ich treść, tylko delikatnie punktuje całą masę istotnych kwestii poruszanych w tych opowiadaniach. To swego rodzaju fenomen. Krótka, cienka książeczka z krótkimi opowiadaniami. A ile w niej treści, ile w niej mocy, ile powodów, by dalej drążyć zaproponowane przez autora tematy.
Ray

METRYCZKA:
Autor: Kornel Filipowicz
Tytuł: Śmierć mojego antagonisty
Państwo: Polska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Miejsce wydania: Kraków
Rok wydania: 1972
Stron: 178