Marek Bieńczyk – Jabłko Olgi, stopy Dawida

   Jak napisać w kilku zdaniach o książce autora, który o najprostszej rzeczy, najprostszej sprawie pisze całe, zawiłe elaboraty? Odkąd pamiętam, pan Marek przechodził z dygresji w dygresję, by w końcu zapytać słuchaczy o to, o czym właściwie miał mówić! Być może znajdą się tacy, którym taki styl nie będzie odpowiadał, ja jestem miłośnikiem mówiącego pana Marka, jestem wielkim fanem jego pisarskiej twórczości.

   Przesiąknięty polskością (grochowską warszawskością), łączący w sobie Prousta, Kunderę, Ciorana, klasykę i postmodernizm, zamiłowanie do uciech życia (głównie w postaci futbolu i wina) z zalewającą jego prozę czarną żółcią, czyli jedyny i niepowtarzalny Marek Bieńczyk wydał w tym roku – pierwszą po zdobyciu Nike – książkę, zatytułowaną „Jabłko Olgi, stopy Dawida”.
Książka to – jak (prawie) wszystkie książki autora niezwykła. Rodzaj powieści pozszywanej z elementów autobiografii, traktatu literackiego, hagiografii jego mistrzów, fragmentów pamiętnika ucznia i księgi wspomnień, kanonu lektur (i obrazów), które ukształtowały samego autora i które należy przeczytać, żeby chociaż w niewielkim zakresie zrozumieć samego autora.

   Autor wraca zatem do czasów dzieciństwa, do książek Bahdaja (ten autor pojawia się też we fragmentach dotyczących piłki nożnej) i Niziurskiego (rozumiem ten powrót, bo też wciąż jestem ich wielkim wielbicielem), nie zabrakło Indian (Czejenów), piłkarzy (Zidane), ale bardzo dużo tu oczywistych, osobistych odwołań do Prousta, Kundery, Herberta. Sporo miejsca poświęca autor też innym poetom i pisarzom, jak Nerval, Herling-Grudziński, Perec, czy Kafka. Są też znakomite rozdziały/ felietony/ rozprawki o mistrzach palety i kreski, jak Hopper, Vermeer i Sempé (tak, ten od Mikołajka). A przez całą książkę przewijają się opowieści o poszukiwaniu, kształtowaniu siebie, świata, wreszcie o ucieczce.

   Marek Bieńczyk to erudyta, naukowiec – literaturoznawca, czytelnik, pisarz, felietonista. I ta książka jest wypadkową tego wszystkiego. Chociaż liczy sobie blisko 400 stron, to czyta się ją (powoli), ale z wielką przyjemnością. Część tekstów wchodzących w skład tego zbioru można już było przeczytać w różnych periodykach, ale tutaj zostały zebrane w pewną całość, spięte fabularyzowanymi fragmentami o tytułowej Oldze i wędrującym Dawidzie.

Ray

METRYCZKA

Autor: Marek Bieńczyk
Wydawca: Wielka Litera
Miasto wydania: Warszawa
Rok wydania: 2015
Stron: 383

 

 

 

Recenzja ukazała się na stronie Agencji Metal Mundus w 2015 r.