AFTER ‚OURS – Odyssey (Studiozone, 2018)

01. Intro
02. Odyssey
03. To The Music
04. See The Light
05. Be Around
06. Sunshine
07. To The Music Part II
08. Spiryt
09. Day After Day
10. Gordon Blues
11. 47 Degrees

Skład:
Michał Martyniuk – klawisze
Nick Williams – perkusja, instrumenty perkusyjne, gitara

Adam Kabaciński – bas, Miguel Fuentes – instrumenty perkusyjne, Mike Patto – klawisze,
Karika Turua – bas, Chris Frank – gitara, Jimmi Williams – syntezator, Nathan Haines – saksofon, Andy Smith – gitara, Jakub Skowroński – saksofon, Nino Memedovic – instrumenty perkusyjne, Jonny Lowe – sample

KP, Sharlene Hector, Kevin Mark Trail, Matt Nanai, Ange Saunders – wokal

   Od paru dni zamieszczam recenzje płyt, które według mnie znakomicie nadają się do odtwarzania jesienną i zimową porą. Część z tych płyt stała się moją własnością niedawno, cześć leżała grzecznie na półce, by doczekać się wreszcie paru słów na stronie. Jak już wiele razy pisałem, nigdy nie goniłem za nowościami, nie uważam, że o płycie należy pisać tego dnia, kiedy została wydana, czy kiedy trafiła w moje ręce. Winno się pisać o niej, kiedy pojawi się w nas potrzeba posłuchania określonego rodzaju muzyki, kiedy zawartą na płycie muzykę jesteśmy w stanie, a przede wszystkim chcemy przeżywać w prawdziwy sposób, a nie tylko byle jak posłuchać, by byle co napisać.

   A ta płyta trafiła do mnie wraz z magazynem Jazz Forum. Przez lata kupowałem ten magazyn wybiórczo, od paru lat go prenumeruję, dzięki temu, co miesiąc, wraz z magazynem, dociera do mnie ciekawa płyta. Postaram się w tym miejscu napisać o tych krążkach, które przypadły mi do gustu. Na początek płyta z muzyką bardzo jesienno – zimową, delikatną, muzyką na długi szaro-bury wieczór.

   Nagrania na płytę „Odyssey” duetu After ‚ours powstały dość dawno, bo na przełomie lat 2013/2014 (pierwotnie na płycie ukazały się w 2016 r.). Ale to też potwierdza moje wcześniejsze twierdzenie. Jeśli coś jest dobre i ciekawe, to wcześniej czy później trafi do słuchacza. A on to doceni. A ja doceniam, bo według mnie to płyta, która powinna trafić do miłośników delikatnego jazzu, ale też r’n’b, to zestaw trzech kompozycji instrumentalnych i ośmiu ciekawych, ładnych, świetnych piosenek. Wydaje mi się, że to słowo bardzo dobrze je opisuje, bowiem nie wiem, czy celowo, czy też nie, ale wokaliści nie starają się zanadto „koloryzować”, ozdabiać jazzowymi elementami tych utworów, raczej poddają się nastrojowi kompozycji i po prostu śpiewają, pięknie, grzecznie śpiewają. W sumie, spośród tej ósemki utworów – piosenek wybija się najbardziej jazzowy „Spiryt”, w którym są chyba najbardziej „pokręcone” linie wokalne, ale też kilka ciekawych partii saksofonu i najbardziej „rozbrykanej” perkusji.

   After ‚ours tworzy dwójka muzyków. Klawiszowiec Michał Martyniuk, który zresztą jest autorem i współautorem prawie wszystkich kompozycji, oraz grający na perkusji i instrumentach perkusyjnych Nick Williams. Podczas pierwszego słuchania tej płyty to właśnie partie perkusji najbardziej mnie… irytowały, bo wydawały mi się za… proste, brakowało mi w nich niezbędnego w lekko jazzowych numerach feelingu (przyznaję, próbowałem znaleźć jakiś dobry polski zamiennik tego słowa, ale na razie mi się nie udało). Ale podczas kolejnych spotkań z tą płytą, gdy odkrywałem właśnie piosenki, zamiast jazzowych kompozycji, zacząłem rozumieć takie właśnie postępowanie muzyka. I teraz już przyjmuję partie perkusji bez żadnego problemu. Pewne utwory opierają się na beatach. To mniej do mnie przemawia, ale na szczęście nie pozbawia

   Każdą ciekawą, dobrą kompozycję można urozmaicić coś z niej ujmując, poddając ją wariacjom, lub dodając do niej ciekawą linię wokalną. Z tej ostatniej sposobności skorzystali muzycy grupy, zapraszając do współpracy kilkunastu znakomitych wokalistów. A ci dołożyli od siebie przecudne partie, tworząc w ten sposób album, którego słucha się z przeogromną przyjemnością.

Ray