ARLON – Mimetic Desires (Margot Music, 2015)

01. Tenebrae
02. Quest For The Promised Land
03. The Wounded World
04. The Odd Theater
05. Ephrasis
06. Mimetic Desires
07. Nothing Changes
  08. Coda

Skład:
Wojciech Mandzyn – wokal, gitara
Wiesław Rutka – gitara
Jacek Szott – klawisze, saksofon
Maciej napieraj – bas
Paweł Zwirn – perkusja

Orchestra Sinfonietta Consonus, dyr. Szymon Morus
The Przemyśl Chamber Choir, dyr. Andrzej Guran

   Od dobrych dwóch tygodni każdy dzień w pracy zaczynam z jedną płytą. Szarość za oknem, ciemne chmury wiszące nad głowami, zmarznięte drzewa przebijające się wśród mgły (jednego dnia) lub ostro odcinające się od burego tła w mroźny dzień, a w pokoju ciepło, kawa, praca (niestety) i niesamowita muzyka. Niezwykle klimatyczna, potęgująca nastrój jaki pojawia się w na przełomie roku.

   ARLON na swojej nowej płycie stworzył muzykę, której opisać się nie da innymi słowami, jak ładna, piękna, nastrojowa, klimatyczna, poruszająca, wzruszająca. I to wcale nie wszystkie przymiotniki, jakich można by w tym momencie użyć. To muzyka, która porusza, która zarówno cieszy, jak i zasmuca, która spowalnia ruchy, wprowadza słuchacza w specyficzny stan zadumy, melancholii. Daje chwilę odpoczynku od natłoku codziennych zajęć, a jednocześnie zmusza do poważnych przemyśleń.

   Albowiem ważną rolę w twórczości Arlon odgrywają teksty pani Anetty Mandzyn. To one wzmacniają tę niesamowitą muzykę, z kolei muzyka powoduje, że stworzone przez panią Anettę, a zaśpiewane przez Wojciecha Mandzyna słowa nabierają większej nocy. A nie są to teksty “ładne”, wręcz przeciwnie – trudne, bo dotyczące kondycji naszego świata, kondycji ludzi w tym świecie. A jak nie trudno się domyśleć, owa kondycja do najlepszych nie należy. To teksty bardzo dobrze napisane, przejrzyście, wyraźnie, a jednocześnie wręcz z elementami poezji. Czasami odnoszę wrażenie, że są nawet zbyt mocne w stosunku do delikatnej muzyki grupy, czasami są zbyt delikatnie interpretowane przez wokalistę. Bo one nie tylko opisują, ale czasem wręcz krzyczą. Ja jestem pod sporym wrażeniem.

   Kolejnym znakomitym elementem tego albumu są aranżacje. Chociaż w każdym poszczególnym utworze sporo się dzieje (zmiany tempa, dynamiki, liczne solówki gitary, pianina, saksofonu), chociaż w nagraniach uczestniczyła orkiestra i chór, to nie dostaliśmy czegoś na wzór musicalu, nie dostaliśmy potężnej, symfonicznej produkcji, czy tworu na wzór epic metalowych produkcji, ale delikatną muzykę, w której chór i orkiestra pojawiają tylko w tych momentach, w których ich obecność jest ważna do wzmocnienia przekazu. Wszystko zrobione jest z umiarem i z wielką klasą.

   W muzyce Arlon odnaleźć można zarówno elementy prog rocka, a z racji kilku fragmentów z ostrzejszą gitarą – nawet prog metalu, ale też rocka czy nawet jazzu. Chociaż w licznych momentach muzyka grupy nieodmiennie kojarzy się z Pink Floyd, w kilku utworach przypomina mi nawet dokonania zespołu Iluzjon, to jednak słychać, że grupa mocno pracuje nad stworzeniem swojego odmiennego stylu, wykorzystując pewne patenty (cóż, trudno wszak stworzyć coś zupełnie nowego), przetwarza je na swój własny sposób. A ponadto ma to coś, co powoduje, że zapamiętuje się takie zespoły, że człowiek ma ochotę słuchać, że chętnie wraca się do takiej muzyki.

   Zachęcam gorąco do posłuchania tego krążka. Zwłaszcza teraz, w taką zaokienną aurę. Ale jestem pewien, że tak dobra muzyka sprawdzi się bez względu na pogodę i samopoczucie.

Ray

Recenzja ukazała się pierwotnie na stronie www.metalmundus.pl w dniu 01.11.2016