SASHA – Woman In Black (Polskie Radio, 2016)

01. Woman In Black
02. Don’t Tell Me No!
03. Take Me Away
04. Forbidden Love
05. A Fine Tango
06. Don’t Hold Back
07. That’s Just How It Goes
08. Too Young To Know
09. The Name Of My Game
10. Dangerous Blues
11. You And I Are One

Skład:
Sasha Strunin – śpiew
Filip Wojciechowski – fortepian
Paweł Pańta – kontrabas
Paweł Dobrowolski – perkusja
Michał Milczarek – gitara
Gary Guthman – trąbka
Marcin Kajper – saksofon
Jacek Namysłowski – puzon

   Tę recenzję napisałem tak na dobrą sprawę jeszcze przed wysłuchaniem płyty. Cztery utwory, które miałem okazję usłyszeć podczas promocyjnego mini koncertu tak mnie poruszyły, że z góry wiedziałem, że płyta mi się spodoba. Jeszcze tego same dnia włączyłem ją, spokojnie posłuchałem i… stwierdziłem, że nie mogę napisać recenzji w sytuacji, gdyby jej jedyna zawartość była wyliczanką „ochów” i „achów”. Nawet jeśli chciałem (i wciąż chcę) zachęcić do jej kupienia i słuchania, to jednak napisanie tych paru słów wymagało ode mnie odłożenia płyty na półkę, nabrania do niej dystansu, ryzykując nawet to, że wokalistka i muzycy trochę się na mnie obrażą…

   Zatem zrobiłem sobie dłuższą przerwę, chociaż płyta chodziła ze mną codziennie do pracy, a wreszcie włączyłem, posłuchałem i… niestety było dokładnie tak, jak na początku. Zauroczenie nie tylko nie minęło, ale wręcz się pogłębiło. Przy czym, o ile podczas wcześniejszego słuchania płyty na odbiór muzyki mogła wpływać pamięć koncertu (z niezwykle intrygującym wyglądem samej wokalistki), to teraz szczegóły się już lekko zatarły, a najważniejsza stałą się sama muzyka i interpretacja wokalna poszczególnych utworów przez Sashę. Ale i w tym wypadku nie zabraknie wspomnianych już „ochów”.

   Bo to, co wyprawiają na tej płycie wszyscy muzycy, to po prostu mistrzostwo świata. Nie ma się oczywiście czemu dziwić, bo wszak są mistrzami świata w „swoich kategoriach”, a jeśli jeszcze dostali „do obróbki” tak świetne, tak plastyczne kompozycje, okazja do pokazania swojego mistrzostwa pojawiła się sama. Od bondowskiego kawałka tytułowego, przez soul, swing, blues, jazz po tango, od przywodzących na myśl pieśni kabaretowe lat dwudziestych, po swing i soul lat pięćdziesiątych. A wszystko zagrane z klasyczną klasą i młodzieńczą zadziornością, z nawiązaniem do tradycji i współczesnym brzmieniem. Jest tu swing i jazz, melancholia i delikatność, ostrość i masa pokręconych dźwięków. Ale tak wymieszane i tak podane, że ucieszą uszy wytrawnego znawcy muzyki, jak i tak prostego słuchacza, za jakiego się uważam.

   Tej muzyki nie da się lubić, wpływa błyskawicznie do wnętrza człowieka i trwa w nim na bardzo długo. Cieszy prostotą, delikatnością i miękkością melodii i „rozwala” aranżacjami, solówkami każdego instrumentu. Za przykłady mogą służyć m.in. „Don’t Hold Back”, w którym popisy dają kontrabasista, gitarzysta i pianista, „A Fine Tango” z solo perkusji, czy „Forbidden Love”, w którym warto posłuchać saksofonu. Ale takie popisy znajdziemy w każdym utworze, przy czym nie są to popisy dla popisów, ale elementy dodające niezwykłości i wyjątkowości poszczególnym utworom.

   Warto zwrócić również uwagę na teksty. Ich autorem – podobnie, jak w przypadku muzyki – jest Gary Guthman. Przy czym powstały na podstawie krótkich opowieści o życiu… Sashy. A chociaż wokalistka to kobieta jeszcze bardzo młoda, to sporo w jej życiu juz się działo. I wszystko to znalazło odzwierciedlenie w piosenkach. Jest tam zatem mowa o dojrzewaniu do prawdziwej kobiecości, o jej odkrywaniu, o miłości do muzyki, o wytrwałości, o przeszłości, która wcale nie musi działać tylko negatywnie, ale może stanowić element do odkrywania siebie, do dalszego funkcjonowania wbrew wszelkim przeciwnościom, za to w zgodzie ze sobą. Sasha wspaniale interpretuje te teksty, pięknie pracuje głosem, wydobywa z nich prawdziwą, zakodowaną w nich treść.

   Znakomicie, pięknie i z uczuciem zaśpiewane teksty do znakomitej, pięknej i uczuciowej muzyki. To właśnie cała „Woman In Black”.

Ray

Recenzja ukazała się pierwotnie na stronie Agencji Metal Mundus