Małgorzata Sobieszczańska w Czułym Barbarzyńcy

   Rok 2017 był całkiem dobrym rokiem dla pani Małgorzaty Sobieszczańskiej. W tym właśnie roku ukazała się jej kolejna książka, a na ekrany kin trafił film z jej scenariuszem. Dlatego też 21.11.2017 w warszawskim Czułym Barbarzyńcy czytelnicy mogli się spotkać z autorką.

   Podczas prowadzonego przez panią Magdalenę Sendecką spotkania, pani Małgorzata podzieliła się przede wszystkim swoimi wrażeniami z pisania książki „Drugi koniec świata”, która ukazała się w lipcu 2017 roku. Książka powstała blisko dwa lata, jej bohaterowie powstali w głowie autorki, ale historia jest w jakiejś mierze oparta na historii jej pradziadków. „Każda historia jest grą rzeczywistości i wyobraźni” – stwierdziła autorka, dodając jednocześnie, pisanie tej powieści było jednocześnie próbą dotarcia do swoich korzeni, do „rodzinnego, mitycznego Nowogródka”.

 Wydawca – Wydawnictwo Literackie – opisuje książkę w następujący sposób: „Jest rok 1938. W Mirabilii pod Nowogródkiem mieszkają obok siebie Polacy, Białorusini, Tatarzy i Żydzi. Są wśród nich gospodarze, jest pisarz ikon, żydowski skryba, szeptucha i jurodiwy. I dwie siostry – Olga, która chce tylko przyzwoicie przeżyć swoje życie, oraz Joanka, marząca o tym, by zostać aktorką. Świat, który miał trwać wiecznie, nieoczekiwanie kończy się we wrześniu 1939 roku, gdy do Nowogródka wkraczają Rosjanie.

   Kilkadziesiąt lat później, we współczesnej Warszawie, poznajemy Joasię, wnuczkę jednej z sióstr. Skończyła właśnie wydział aktorski i walczy o pracę w zawodzie. Śni jej się wielka kariera, a tymczasem nie zawsze stać ją na opłacenie czynszu. Nieoczekiwanie otrzymuje propozycję zagrania epizodu w filmie fabularnym. Wszystko jednak przebiega zupełnie inaczej, niż przypuszczała…

   Drugi koniec świata to opowieść o pasji i sile przetrwania na przekór wszystkiemu, o sztuce i miłości, o naszej bezradności wobec zła i ulotności istnienia. Czy sami kształtujemy nasz los, czy jest on już zdeterminowany genami, miejscem i czasem urodzenia?”

   Autorka wspomniała, że pisanie książki wcale nie było łatwe, albowiem „powstawały jednocześnie dwie różne historie. Autor opowiadał swoją, bohaterowie książki swoją”. Dodała nawet: „wyrzuciłam z 100 stron książki. Zachowałam tylko dwa zdania, które lubię. I szłam za bohaterami. Sama byłam ciekawa, co zrobią…”

   Oczywiście nie zabrakło momentów, gdy pisanie się załamywało. „To najtrudniejsze w pisaniu” – powiedziała pani Małgorzata. „Są momenty, gdy wydaje się, że już nic się nie zrobi”. Nie da się pisać na siłę, na da się narzucić obowiązku pisania każdego dnia określonej ilości stron. Bo „pisze się samo”.

   Autorka dodała, że „pisanie pokrewne jest montowaniu filmu”, tym samym rozmowa przeszła na scenariusz do filmu „Zgoda”. Filmu wyreżyserowanego przez Macieja Sobieszczańskiego, a który trafił do kin we wrześniu ubiegłego roku. To opowieść o miłości i o zemście. To opowieść przypominająca jednocześnie wydarzenie historyczne, które jest wciąż wypierane ze świadomości polskiego społeczeństwa, a mianowicie obozów pracy tworzonych po zakończeniu II wojny światowej dla Niemców, Ślązaków i niewłaściwych Polaków.

   Bodźcem do napisania scenariusza były „rozmowy z więźniami takich obozów, o tym, co było i  o tym, co dzieje się dziś”. Ale zarówno sama historia, jak i jej bohaterowie są wymyśleni. „Scenariusz powstawał siedem lat, przy czym samo jego pisanie zajęło trzy lata”. Autorka zdradziła, że powodem stworzenia scenariusza było „zło” – temat, który ją interesuje i porusza, zwłaszcza „zamiana zła w okrucieństwo”, ale też możliwość „oparcia mu się”.

   Na koniec pani Małgorzata opowiedziała, dlaczego zwróciła się w stronę kina, chociaż jej miłością od zawsze był teatr („z teatrem mi nie wyszło”), o działaniu w studium scenariuszowym, wreszcie o potrzebie pisania różnych książek, w tym… antykryminałów.

   Na koniec dodam, że fragmenty książki przeczytał pan Wojciech Solorz.

Ray