Mery Spolsky w Nowym Świecie Muzyki

   W środę, 25. września miałem okazję uczestniczyć w kolejnym spotkaniu w Nowym Świecie Muzyki. Zastanawiałem się mocno, czy poświęcić ten wieczór na wizytę w tym miejscu, bowiem gościem spotkania była młoda artystka, uprawiająca – jak wynikało z opisu – muzykę, której miłośnikiem raczej nie jestem. Elektronika, pop i coś tam jeszcze, czego nie do końca rozumiem, nie zachęcały do poświęcenia wieczoru na takie młodzieżowe eksperymenty… Ponieważ jednak próbuję nie zamykać się w moich ulubionych ramach muzycznych, od czasu do czasu chodzę na takie spotkania, licząc po cichu, że może coś mi się spodoba…

   Kiedy zbliżałem się do obecnej siedziby Studia U22 już z daleka zauważyłem zwiększoną liczbę gości, a po wejściu ochota, by zostać przeszła mi jeszcze bardziej. Zbyt duża ilość młodzieży, z jednej strony zapowiadała żywiołowe reakcje na muzykę i słowa wypowiadane przez prowadząca i jej gościa, z drugiej zaś strony istniała obawa, że przekaz artystki jest tak mocno ukierunkowany na młodych, że taki staruszek nie ma właściwie, czego szukać w takim miejscu.

   Ale pracownicy Studia U22 dobrze wiedzą, jak zachęcić staruszka do pozostania na miejscu… Nie mogłem zatem odmówić, usiadłem, napiłem się i zacząłem słuchać wywiadu, który z gwiazdą wieczoru, czyli Mery Spolsky prowadziła Gabi Drzewiecka. I przeżyłem rodzaj szoku, bo młoda artystka okazała się młodą kobietą, a nie dziewczęciem, a do tego odpowiadała tak, że od razu dało się wyczuć niezwykłą inteligencję, połączoną z niesamowitą umiejętnością wysławiania się. Bardzo szanuję ludzi, którzy potrafią ładnie i składnie mówić. A Mery to potrafi.

   Pomiędzy kolejnymi rozmowami słuchaliśmy oczywiście muzyki z nowego albumu artystki. O muzyce powiem tyle, że wytrzymałem, ale teksty to mistrzostwo świata. Zabawa słowami, niezwykłe skojarzenia, dość ostra i zdecydowana treść ubrana w niezwykle wyraziste słowa. Słuchałem i nie wierzyłem, że tak można pisać, z taka lekkością, łatwością. Słuchałem z takim zaangażowanie, że nawet… zapominałem o muzyce…

   Cieszę się ogromnie, że przyszedłem i poznałem tak niezwykłą osobę. Fanem elektronicznego popu (chyba – mniej więcej – tak się ta odmiana muzyki nazywa) nie zostanę, ale to, co pisze i jak interpretuje Mery Spolsky zasługuje na szacunek i uwagę.

   A trzeba też dodać, że artystka nie jest „zabawką” w rękach wytwórni, ale w pełni dojrzałą, świadomą artystką kreującą zarówno swój wizerunek, ale też świat wokół siebie.

   I jeszcze jedno. Mery zaśpiewała na żywo. Kolejny raz się potwierdziło, że sterylne, elektroniczne nagrania można przełożyć na „język ludzki” na koncercie i dostają wtedy zupełnie innego życia.

   Ja trzymam kciuki i życzę Mery jeszcze wielu sukcesów.

Ray

Zdjęcia: Darek Kawka/ZPAV