Nowe słowackie przekłady – Instytut Słowacki

   Siódmego listopada 2017 ponownie trafiłem w progi Instytutu Słowackiego, ale tym razem nie na wernisaż wystawy, a na spotkanie, dotyczące przekładów literatury słowackiej na język polski. Bezpośrednim powodem spotkania był ostatni numer Literatury na Świecie, który w znacznej mierze poświęcony był właśnie literaturze słowackiej. Znalazły się w nim m.in. tłumaczenia prozy Jána Johanidesa, Dušana Dušeka, Petera Balko i Ursuli Kovalyk.

   W prowadzonej przez Monikę Kalinowską rozmowie udział wzięli: pani Anna Górecka, która w Literaturze na Świecie odpowiada m.in. właśnie za literaturę słowacką, pani Kama Buchalska, szefowa wydawnictwa „Książkowe klimaty” oraz pan Andrzej Jagodziński, tłumacz słowackiej i czeskiej literatury, były szef Instytutu Polskiego w Bratysławie.

 Chociaż rozmowa zaczęła się od stwierdzenia, że mało jest słowackiej prozy w Polsce, to w trakcie spotkania ta teza ulegała jednak pewnym drobnym zmianom. Bo owszem, szaleństwa nie ma, ale też w stosunku do literatury z innych państw i tak wcale nie jest tak najgorzej. A najlepszym tego przykładem jest właśnie wspomniany numer Literatury na Świecie. Kolejny w ciągu dziesięciu bodajże lat, w którym znalazła się literatura rodem ze Słowacji. Może się wydawać, że to mało, ale przyjmując, że w roku wychodzi tylko sześć numerów tego ważnego periodyku, to wcale nie jest źle.

 

   Podobnie jest z książkami. Oczywiście nie wydaje się ich tyle, co szwedzkich kryminałów, ale to nie jest wynik tylko i wyłącznie niechęci wydawców, czy zbyt małej pracowitości tłumaczy, tylko… społeczeństwa, które czyta falami i czyta to, co akurat jest modne. I oczywiście łatwiejsze. A że modne są kryminały, ze szczególnym uwzględnieniem tych powstałych w państwach nordyckich, to tylko się cieszyć. Bo przecież są całkiem dobrze napisane. Poza tym zawsze istnieje szansa, że ktoś zacznie czytać kryminały, a skończy… na przykład na literaturze słowackiej.

   A tej ostatniej nie ma za dużo, ale od czasu do czasu coś ciekawego się pojawi. Szefowa „Książkowych klimatów” zdecydowanie zaznaczyła, że jest co tłumaczyć i ma kto tłumaczyć, problem jest tylko jeden, jak dotrzeć z tą literaturą do czytelnika. Wiadomo nie od dziś, że wydrukować jest łatwo, dużo trudniej jest sprzedać. Aczkolwiek, co też udowodniło to wydawnictwo, pojawia aię od czasu do czasu tytuł, który nagle nie tylko zdobywa nagrody (Angelus), nie tylko podoba się krytykom, ale… tak zwanym zwyczajnym czytelnikom, a zatem zwiększa się jego sprzedaż. Mowa oczywiście o „Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)” Pavla Rankowa.

   Tłumaczy – jak się okazuje – nie brakuje. Działa kilku tych, którzy robią to od dawna (pan Jagodziński stwierdził, że ma zamiar jeszcze sporo przetłumaczyć, przy czym zamierza się skupić na tłumaczeniu tych autorów, których książki – według niego – już dawno powinny być przełożone na polski), ale pojawiają się też nowe nazwiska. Młodych ludzi do tej trudnej pracy namawia też m.in. wydawnictwo „Książkowe klimaty”. Trochę trudniej jest – na co zwróciła uwagę pani Górecka z redakcją tekstów. Zaczyna brakować specjalistów, osób, które nie tylko potrafiłyby wybrać spośród słowackich książek te, które zasługują na przetłumaczenie, ale potrafiliby ocenić tłumaczenie, sprawdzić na ile oddaje charakter danej książki, a wreszcie dopracować, wspólnie z tłumaczem, taką książkę pod względem stylistycznym, gramatycznym itd.

   Chociaż poruszono jeszcze kilka innych kwestii, spotkanie można krótko podsumować w ten oto sposób. Literatura słowacka nie miała szans na zaistnienie w świadomości osób dawniej, bo wchodziła w skład literatury czechosłowackiej. Później skończył się czas czytania na szerszą skalę, stworzyły się raczej „elitarne” grupy czytelników, którzy wybierają określony rodzaj literatury, uwzględniając bardzo różne kryteria. Na pewno istnieje też grupa osób, które zaczytują się literaturą z Europy Środkowo – Wschodniej. Oczywiste jest, że ciężej jej się przebić do szerszego grona, wydanie każdej pojedynczej książki wymaga więcej zachodu, np. uzyskania wsparcia finansowego, bo wiadomo, że nie sprzeda się na pniu. Ale na szczęście wciąż ta literatura jest wydawana. I pozostaje nam mieć nadzieję, że wciąż pojawiać się będą ludzie, którzy zechcą ją tłumaczyć i wydawać.

Ray

PS. O tym, że Słowacy potrafią ciekawie pisać przekonali (chociaż pewnie wcale nie musieli) uczniowie jednej ze szkół, prezentując zgromadzonym w IS fragmenty jednego ze współczesnych dramatów słowackich
(niestety nie zapisałem tytułu!).