Spotkanie z Katarzyną Archimowicz

   Przybyłem na to spotkanie bowiem skusiło mnie zaproszenie z Instytutu Kultury Rumunii. Bohaterka książki, której promocji owo zaproszenie dotyczyło, miała pochodzić z Rumunii, zatem zanosiło się na to, że podczas spotkania , ale też czytając książkę dowiem się jakichś ciekawostek o Rumunii. Rzeczywistość okazała się – delikatnie mówiąc – inna. Albowiem o Rumunii w książce jest zaledwie parę słów, a gdyby bohaterka urodziła się w innym kraju zapewne w żaden poważny sposób nie wpłynęłoby to na fabułę powieści. Okazało się zresztą, że autorka nigdy w tym państwie nie była, a wiedzę niezbędną do napisania książki nabyła z internetu…

   Dużym odkryciem było też samo miejsce spotkania. Chociaż zdarza mi się chodzić ulicą Marszałkowską, ze szczególnym uwzględnieniem okolic Placu Zbawiciela, to mój raczej już nie sokoli wzrok nie był w stanie wyłapać, że właśnie tam, na krótkim odcinku między wspomnianym placem, a placem Konstytucji mieści się księgarnia wydawnictwa Czarne. To, że jej nie widać, trochę nie dziwi, bowiem znajduje się ona na piętrze, zatem nie atakuje przechodnia oknami wystawowymi, a do tego żeby się do niej dostać trzeba sforsować dwie pary drzwi. A to – podejrzewam – jest dość zniechęcające dla licznych, potencjalnych klientów.

   Ale za to, jak już się zdecydujemy zaryzykować i wejść na piętro, to trafiamy w niezwykle przyjemne, oryginalne i trochę takie staromodne wnętrze. Gdyby tak jeszcze współczesne półki na książki zamienić na jakieś przypominające dawniejsze meble, byłoby najcudniejszym miejscem w tym mieście. Oczywiście dla mnie najcudniejszym, bo ja lubię takie niewielkie rozmiarowo, przytulne i staroświeckie miejsca. Gdyby tak jeszcze pachniało kawą, a na klienta czekała świeżo upieczone ciasto… Nie pierwszy już raz pisany przez mnie wstęp okazuje się dłuższy od rozwinięcia. Ale nie mogłem odmówić sobie przyjemności opisania wrażeń i marzeń.

   Na spotkanie z autorką – Katarzyną Archimowicz przyszło dokładnie tyle osób, ile spokojnie mieściło się w sali, do tego dało się zauważyć, że w większości przypadków, autorka i jej powieści nie są im obce. Myślę, że byłem jednym z nielicznych, którzy mieli okazję pierwszy spotkać się z pisarką, a nie mieli pojęcia o jej książkach. Chyba było to po mnie widać, bo po zakończeniu spotkania, zapytała mnie, czy w ogóle czytuję takie obyczajowe powieści… Musiałem przyznać, że nie często mi się to zdarza, ale przecież zdarza. A na pewno zdarzy w najbliższej przyszłości, albowiem nabyłem najnowszą książkę autorki.

   Ale pomijając rodzaj tworzonej przez panią Katarzynę literatury, uważam, że sama autorka zasługuje na zainteresowanie. Introwertyczka, matematyczka, perfekcjonistka. Brzmi strasznie! A podczas spotkania okazuje się, że introwertyczka potrafi mówić tak zręcznie, z taką swadą, że wielu mówców mogłoby jej zazdrościć. Uwielbiam takie spotkania, gdy zamiast stęków i dukania autor potrafi mówić z sensem i klasą, układać poprawne zdania, umiejętnie wyrażać poglądy. A to naprawdę wcale nie za często się zdarza.

   Autorka opowiedziała zebranym, jak zaczęła pisać (jeśli inni tak piszą, i ich wydają, to ja też tak mogę), o pisaniu w tajemnicy, o niedzieleniu się napisanymi fragmentami powieści z innym, o łączeniu pracy nauczycielki matematyki i informatyki z pisaniem, o życiu w Chełmie i wielu, wielu innych ciekawostkach. Muszę też dodać, że tak wiele informacji udało się wyciągnąć od autorki dzięki znakomicie poprowadzonej rozmowie przez panią Martę Januszewską.

   Teraz pozostaje mi tylko oddać się lekturze „Dwóch twarzy Ioany” i spróbować znaleźć odrobinę czasu, by ponownie odwiedzić tak miłe, przyjazne, ciepłe miejsce.

Ray

Spotkanie odbyło się w dniu 20.02.2019

Relacja ukazała się w dniu 14.03.2019