Spotkanie z Wojciechem Tochmanem w Czułym Barbarzyńcy w Nowym

   W tym roku do przestrzeni dzielonej wspólnie przez Czułego Barbarzyńcę i Teatr Nowy trafiłem dopiero pod koniec lutego. Nadmiar pracy nie pozwalał mi na zbyt częste uczestniczenie w popołudniowych promocjach książek. Ale na tę postanowiłem pójść. Bo tego dnia, 27. lutego 2019 r. swoją najnowszą książkę przedstawiał Wojciech Tochman. Chociaż nie jestem wielkim połykaczem reportaży, to jednak staram się od czasu do czasu przeczytać książkę z tego gatunku, bo taka lektura zwykle stawia na nogi, otwiera oczy, daje solidnego kopa. Poza tym, nie miałem chyba jeszcze okazji być na żadnym spotkaniu z tak znanym autorem reportaży, więc musiałem trafić na tę promocję.

   Tym razem pan Wojciech promował książkę zatytułowaną „Pianie kogutów, płacz psów”. To trzecia część trylogii, na którą składają się książki: „Jakbyś kamień jadła”, „Dzisiaj narysujemy śmierć” i właśnie „Pianie kogutów, płacz psów”. To trylogia wyjątkowa, bowiem dotyczy miejsc, w których doszło do ludobójstwa. Pierwsza dotyczyła Bośni, druga Rwandy, ta trzecia, nowa – Kambodży, państwa, w którym działający w nim Czerwoni Khmerzy, kierowani przez Pol Pota, zgładzili jedną czwartą ludności kraju.

   Temat to zatem zarówno intrygujący, jak i przerażający. I chociaż od zakończenia dyktatury minęły lata, to skutki reżimu – jak podkreślił pan Wojciech – wciąż dają o sobie znać, m.in. w zachowaniu ludzi, w zdecydowanie zmniejszonej empatii, w wyraźnie odczuwalnym braku potrzeby bliskości międzyludzkiej. Ludziom działającym według ściśle określonego planu „udało się” nie tylko wybić znaczną część przedstawicieli własnego narodu, ale też dokonać rzeczy równie strasznej – odczłowieczyć człowieka.

   O tym m.in. opowiada ta książka, o tym częściowo opowiedział też jej autor. Wydaje mi się jednak, że prowadzący spotkanie nie do końca potrafili udźwignąć wagę zawartych w książce problemów, a przede wszystkim nie do końca wiedzieli, jak wykorzystać obecność samego autora, dlatego też mojej pamięci zostało zdecydowanie więcej wypowiedzi innych uczestników spotkania, niż pana Wojciecha…

   A przecież autor mógł zdecydowanie więcej i ze szczegółami opowiedzieć zarówno o samym zbieraniu materiałów, o zastosowanych kryteriach ich doboru, ale też mógłby spróbować odpowiedzieć na zadane przez publiczność niezwykle istotne pytania – jak choćby takie proste, a jednocześnie ważne: „dlaczego jeździ się w takie miejsca, co pcha człowieka do oglądania miejsc i cierpień ludzkich?” Któż miałby na ten temat więcej do powiedzenia, niż człowiek, który w takich miejscach bywa zawodowo…

   Wrażenia ze spotkania uratowała na szczęście książka. A dokładnie jej fragmenty przeczytane przez panią Danutę Stenkę. Fragment opowieści starszej kobiety o tym, jak traciła całą rodzinę, jak zyskała męża z przydziału, jak traciła resztki swej godności i człowieczeństwa, przeczytany fenomenalnie przez panią Danutę na tyle mocno poruszył całą (prawie) zgromadzoną publicznością, że w momencie, gdy aktorka przestała czytać, na długo zapanowała… cisza. Rzadko to spotykana sytuacja.

   Skoro dzisiaj trochę negatywie się wyraziłem na temat promocji, co bardzo rzadko mi się zdarza, poruszę jeszcze jedna sprawę, która bardzo mnie denerwuje. Być może już o tym pisałem, ale – jak widzę – nic się w tej sprawie nie zmieniło. Czuły Barbarzyńca w Nowym to miejsce szczególne. Do tego miejsce na tyle duże, dobrze umiejscowione, z łatwym dojazdem, z magią wyjątkowej księgarni i intrygującego teatru, niestety umiejscowienie w nim knajpki bez odgrodzenia jej od reszty powierzchni dźwiękoszczelnymi murami okazało się czymś strasznym. Oczywiście nie sama knajpka jest zła, ale… odwiedzający ją ludzie, którym zupełnie nie przeszkadza w prowadzeniu głośnych konwersacji, śmianiu się i wrzeszczeniu, to że tuż obok wielu ludzi próbuje posłuchać kogoś ciekawego. Kiedyś wchodząc do takiego miejsca, „po staremu” wychowany człowiek ściszał głos, szeptem zamówił coś do picia, czy jedzenia, siadał i czekał aż skończy się spotkanie. Teraz się tak nie da, teraz wszyscy zgromadzeni muszą „podziwiać” grupkę ludzików przekonanych, że to oni są najważniejsi i cała resztę mogą mieć „gdzieś”.

   Wiem, że spotkania odbywają się od czasu do czasu, knajpka działa pewnie codziennie, ale ponieważ już nie pierwszy raz zdarzyło się, że spotkanie zostało zagłuszone, wypadałoby znaleźć jakieś rozwiązanie…

Ray

PS. Muszę przeprosić za brak zdjęcia. Wstrzymałem się z publikacją informacji o spotkaniu licząc na to, że w sieci znajdę chociaż jedno zdjęcie ze spotkania, nadające się do publikacji. Na moim, zrobionym telefonem i to z bardzo daleka, niestety nic nie widać. Proszę mi zatem wierzyć na słowo, gdzieś tam siedzi autor książki…