Anna PAWLAK – Ogrody sztuki w Galerii Ad-hoc

   Bardzo dawno nie odwiedzałem Galerii Ad-Hoc, mieszczącej się w Ośrodku Kultury „Arsus” w Ursusie. Kiedyś okazji do odwiedzania Arsusa było więcej, chadzałem tam na koncerty, do kina, na konkursy recytatorskie, w których uczestniczyli moi synowie. Od paru lat jednak jakoś niewiele mnie przyciągało do – jak by nie patrzeć – najbliższego mi z racji zamieszkania ośrodka kultury.

   Ponieważ przed dwoma tygodniami wybraliśmy się rodzinnie do ursuskiego kina, skorzystałem z okazji, żeby zobaczyć najnowszą wystawę w galerii. Wystawiano w niej obrazy pani Anny Pawlak, zatytułowane „Ogrody sztuki”. Prezentowane na wystawie prace są – delikatnie mówiąc – nierówne. Można je podzielić na prace „prawie poważne”, „niepoważne” i „bajkowe”. Prace z rodzaju „poważnych” prezentują głównie krajobrazy (park, miasta), przy czym balansują na granicy realności i fantazji. Malowane często w bardzo umowny, symboliczny, prosty sposób mają w sobie jednak coś intrygującego, przyciągającego oko. Lekkie zamglenie, przyciszone kolory dodają malowanym obrazom nutki melancholii, wychodzą zdecydowanie poza rzeczywistość. Prezentują specyficzną magiczność, tajemniczość realnego świata.

   Jedną ze ścian galerii poświęcono na prace, o których nie powinienem się prawdopodobnie wypowiadać. Kolorowe, błyszczące księżniczki i inne przesłodkie cudeńka nadają się w sam raz do… pokojów grzecznych dziewczynek. Rozumiem, że jest zapotrzebowanie na takie obrazki, aczkolwiek zestawienie ich z innymi obrazami może wpływać na deprecjonowanie całej działalności autorki.

   Bo jeśli mierzyć wartość stworzonej przez panią Pawlak sztuki tylko przez pryzmat owych „księżniczkowatych” obrazów, nie da się ukryć, że nie bardzo byłoby czym się zajmować, o czym mówić. Ale wśród wystawionych obrazów są też takie, których żadną miarą nie można pominąć. I to też są „bajkowe” obrazy. Ale już z innej bajki. Kiedy się na nie patrzy natychmiast przychodzi do głowy jedno (okazało się, że podobne wrażenia odniosła Malu, a nawet (sic!) moi synowie) – to nie są obrazy, to są cudowne ilustracje do książek, to są obrazki, które mogą stać się podstawą do nakręcenia animowanego filmu. Jest w nich magia, jest tajemnica, jest niesamowite ciepło. Fantastyczna jest faktura, fantastyczne są pomysły, fantastyczna jest ich prostota. Fantastyczna jest fantastyczność i plastyczność tych obrazów. Umiejętność zabawy kolorem i niesamowita wyobraźnia autorki powoduje, że te obrazy oddziałują na wyobraźnię zarówno dzieci, jak i dorosłych.

   Mam nadzieję, że autorka skupi się właśnie na malowaniu takich ilustracyjnych obrazów, a może ktoś zauważy i zechce je wykorzystać w jakiejś książce. Na pewno na to zasługują.

Ray

Galeria Ad-hoc, Ośrodek Kultury Arsus, Warszawa (17.01.2016)