Bogdan Warowny – Obrazy

Galeria Abakus, Warszawa (29.10.2015)

   Kiedy mam już dość nowoczesnych instalacji, tysiąca filmów video, z których bardzo rzadko cokolwiek zostaje w głowie, masy pokręconych, mnie lub bardziej abstrakcyjnych obrazów lubię sobie pójść do galerii czy muzeum, w którym jest tak zwana normalna sztuka, w którym na ścianach wiszą obrazy malowane tradycyjnie, z tradycyjnymi scenami, wykonanymi tradycyjnymi technikami. Wtedy moją uwagę przyciągają zarówno sceny rodzajowe, martwe natury, autoportrety i portrety. Wtedy też szukam ukojenia obserwując piękne krajobrazy. Wiem, że landszafty nie cieszą się popularnością, jakże często są wrzucane do szuflady (często też kosza) z napis kicz. Bo są ładne, uładzone, bo za bardzo odwzorowują rzeczywistość. Bo przecież jak się chce mieć odwzorowanie owej rzeczywistości, wystarczy zrobić fotkę, po co się męczyć…

   A ja i tak lubię takie malarstwo. Nie interesuje mnie, kto i jak o nim sądzi. Bo doceniam oko twórcy, bo doceniam jego rękę, zwłaszcza wtedy, kiedy potrafi z taką maestrią, dokładnością oddać piękno natury, która nas otacza. W ostatni czwartek natknąłem się na taką wystawę. W Śródmiejskim Domu Kultury wystawiane są prace Bogdana Warownego. Znaczna ich część to właśnie krajobrazy. Piękne, malowane najbardziej klasycznie, jak tylko można obrazy otaczającej nas natury. Obrazy ukazujące zmienność i ulotność naszego świata, grę świateł (jakże część letnich obrazów nawiązuje do Aleksandra Gierymskiego), kolorystykę liści, wielobarwność wody. Fantastyczna jest seria ukazująca to samo lub zbliżone miejsce, zmieniające się wraz z porami roku. Autor bardzo dokładnie zaznacza każdą zmianę, odpowiednio pracując kolorem, odpowiedni naświetlając lub nie doświetlając określone miejsca w zależności od pory roku, w której malował dany obraz. Niech sobie inni nazywają to naturyzmem, akademizmem, realizmem, czy czymkolwiek chcą. To są ładne, dobrze namalowane obrazy, które ucieszą oczy każdego.

   Na wystawie zaprezentowano dwa portrety kobiece, obrazy z fragmentami architektury sakralnej oraz obrazy, które udowodnią wszystkim, którzy chcieliby artystę spisać na straty, że potrafi też malować w sposób współczesny. Albowiem znalazły się tam również obrazy abstrakcyjne, które – według mnie – mogą stanowić rodzaj przetworzenia tych ładnych, realistycznych obrazów. Można się na nich doszukać tych samych (byłych) pięknych przestrzeni, które uległy dezintegracji, zniszczeniu, przetworzeniu – i to zapewne przez „cudnych” ludzi, którym nie odpowiadał ten ładny, ten kolorowy świat.

Ray