Maria Anto – Zachęta, Warszawa

   Przez parę ostatnich lat najczęściej narzekałem na wystawy w Zachęcie. Przerost formy nad treścią, przerost opisów nad samymi „dziełami” sztuki powodował, że się „obrażałem” i robiłem przerwy w mojej obecności w tym miejscu. Wiem, że to dziecinada, ale przecież każdy z nas ma, a przynajmniej powinien zachować w sobie coś z dziecka. Takie dziecięce zachowania mogą oczywiście denerwować innych, mogą wpływać na nasze z innymi stosunki, zwłaszcza, gdy do głosu dochodzi tupanie nogą, obrażanie się, wywalanie języka, czy używanie nie do końca „dorosłych” słów. Jednak posiadanie w sobie dziecka pomaga też przetrwać otaczającą nas rzeczywistość, pomaga uciec od szarości, nijakości lub nadmiaru wrażeń, jakich dostarcza nam życie. Ucieczka w czasy dzieciństwa, w czasy, które wydają nam się bajkowe, fantastyczne, pozbawione najczęściej wszelkich złych elementów, to jakże częsty sposób na to, by nie zwariować. Oczywiście najczęściej idealizujemy ten obraz, wybieramy z niego to, co było (jest) dla nas ważne, co powodowało lub wciąż powoduje, że chciało nam się kiedyś, że chce się nam i dzisiaj żyć. Ważne są te powroty zwłaszcza teraz, gdy jesteśmy dorośli, bo wspomnienia dodają nam nie tylko otuchy, ale często nadają sens dalszym zmaganiom z rzeczywistością.

   Celowo wspomniałem o wspomnieniach, o dzieciach i bajkach, bo taki właśnie bajkowy świat otworzyli przed nami kuratorzy wystawy prac malarskich Marii ANTO. Zgromadzone na wystawie obrazy nie dotykają bynajmniej tylko spraw sielskich, anielskich, rodzinnych, bo znajdziemy na nich liczne kwestie społeczne i polityczne, znajdziemy obrazy ówczesnej malarce rzeczywistości, ale sposób ujęcia owej rzeczywistości powoduje, że wydają się być spoza tego świata. A nawet jeśli są z tego świata, to są tego świata tylko drobnym elementem. Pewnym szczegółem, który wpisany jest życie świata, ale go nie wyznacza. W życiu człowieka są chwile piękne i chwile nieszczęść. Proste to i banalne stwierdzenie. Ale najczęściej banalne zdarzenia wyznaczają nam nasze życie. Przy czym od nas w znacznym stopniu zależy, jak będziemy tak do pięknych chwil, jak i do tragedii podchodzili. Dużo zależy od naszej osobowości, naszego charakteru, miejsca, w którym żyjemy i osób, które nas otaczają. Wszystko to bowiem, jak wskazuje właśnie malarka, można pokazać w bardzo określony sposób, do wszystkiego można podejść w określony sposób. Czy to oznacza, że mamy pozbyć się wrażliwości, relatywizować wszystko. Nie, wcale nie. Ale oznacza, że mamy prawo i wręcz obowiązek, by wybrać taką drogę życiową, która innym może nie odpowiadać, ale w nas wzmacnia chwile szczęścia, pozwala nam przetrwać najtrudniejsze chwile. Może to być na przykład malowanie. Może to być tak specyficzne malarstwo, jak to Marii Anto.

   Jej obrazy wydają się być przedstawieniem świata z innego świata. Świata niby realnego, a jednocześnie wymyślonego, prawdziwego, ale odległego. Zakorzenionego w baśniach, marzeniach, w bajkowo – ludowych zwyczajach i obyczajach. Sprawiają wrażenie sztuki naiwnej, tworzonej przez prostych ludzi dla prostych ludzi. Bo poprzez takie proste obrazki łatwiej ukazać rzeczywistość, dotrzeć do świadomości, do serca lub duszy. Trudno też nie odnieść wrażenia, że prace malarki są specyficznym dalszym ciągiem prac Celnika Rousseau… Oczywiście inna jest ich treść, inne miejsca, inne zdarzenia, ale ta specyficzna atmosfera, ulotność i bajkowość są do siebie zbliżone.

   Wystawa Marii Anto (1936-2007) składa się z sześćdziesięciu prac, w większości obrazów. Zdecydowana większość z nich powstała w latach 70. i 80 XX. wieku. Ponieważ wystawa potrwa jeszcze tylko do 04.02.2017, gorąco zachęcam, aby każdy, kto jeszcze nie był, niech biegnie do Zachęty. Bo nie tylko warto, ale wręcz trzeba. Kto wie, może ta właśnie wystawa obudzi w was dziecko, które zdrzemnęło się na parę lat…     

Ray

(11.01.2018)

 

Kurator wystawy: Michał Jachuła

Współpraca: Katarzyna Kołodziej