Satyrykon 2015, Andrei Popov – Rysunki

Muzeum Karykatury, Warszawa (13.10.2015)

   Życia nie można brać na poważnie, a przynajmniej nie stale. Od czasu do czasu trzeba stanąć trochę z boku, ironicznym okiem spojrzeć na sprawy – z pozoru – ważne, na ludzi – z pozoru – ważnych i poważnych, na sytuacje – z pozoru – nie do rozwiązania. Jeśli nam samym brakuje dystansu, jeśli sami nie potrafimy obiektywnie spojrzeć na to, co się wokół nas dzieje, zawsze z pomocą przyjdą nam satyrycy. Trzeba tylko chcieć zobaczyć, jak znakomicie potrafią to robić. Trzeba dać im szansę i – na przykład – odwiedzić warszawskie Muzeum Karykatury. Ja odwiedzam je regularnie, bo doładowuję tam baterie, bo uczy mnie, że nie wszystko złoto, co się świeci, nie każda idea jest idealna, a człowiek, cóż, to tylko człowiek.

   Na obecnej wystawie podziwiać można prace, które wzięły udział podczas tegorocznej edycji Międzynarodowej Wystawy Satyrykon w Legnicy. Rozpiętość stylistyczna i merytoryczna przeogromna (aczkolwiek tematem prac miał być „entuzjazm”), ale każdy obraz, obrazek, każdy rysunek, to mocny policzek, wyzwanie rzucone naszej ludzkiej głupocie, naszym słabościom, obłudzie, zakłamaniu, bezmyślności. I tylko zastanawia mnie, jak ci wszyscy autorzy są w stanie to wszystko tak wypatrzeć, dojrzeć, i tak znakomicie narysować. Trudno się nie uśmiechnąć, ale też głęboko zastanowić, gdy patrzy się na takie np. prace, jak „Polska!! Biało-Czerwoni” Jerzego Zboruckiego, „Pole startowe” Karoliny Gmiterek, „Krzyż na drogę” Bartomieja Zygmunta, „Europa 2050” Marcina Wawrzaszka, „Ach pawiem być” Samana Torabi, czy „Firmę” Borislava Stankovica. Ale naprawdę wszystkie prace są warte są zobaczenia.

   Druga wystawa, ale bezpośrednio łącząca się z pierwszą, to wystawa Andreia Popova, zatytułowana „Rysunki”. Połączenie jest bardzo proste – Popov zdobył Grand Prix tegorocznego Satyrykonu, zatem zasłużył na osobną wystawę. I dla niej też warto pójść do MK. Rosyjski artysta (jak sam zresztą mówi w wywiadzie), nie używa słów, rysuje tak, aby przedstawione sytuacje były zrozumiałe dla każdego właściwie pod każdą szerokością geograficzną. I są zrozumiałe, bo kondycja ludzka jest wszak podobna bez względu na to, gdzie mieszkamy. Bo nasze przywary są jednakie, bez względu na nasz strój i język, grubość portfela i wysokość stołka. Każdy obraz to odrębna historia, każdy z nich łączy w sobie rzeczywistość z marzeniem, z wyobrażeniem, jawę ze snem. Każdy z pozoru prosty i banalny, ale siła przekazu w nim tkwiąca jest przeogromna. Chociaż prezentują różne ludzkie sprawy, wszystkie charakteryzuje niezwykłe ciepło, chociaż pokazują wiele naszych przywar, to tkwi w nich jednak swego rodzaju oczarowanie ludźmi.

Ray