1984 i Psychoformalina w Wolskim Centrum Kultury

   12.09.2020 r. w Wolskim Centrum Kultury wystąpiły dwa znakomite zespoły należące do nurtu zimnej fali. Z powodu panującej pandemii, wprowadzone zostały obostrzenie mające na celu zapewnienie bezpieczeństwa zespołom i zgromadzonej publiczności. W związku z powyższym, limit miejsc na koncercie ograniczono do 70 osób. Chętnych do wzięcia udziału w wydarzeniu nie brakowało, ale organizatorzy zadbali o wszystko. Także o transmisję online. Zatem każdy fan klimatycznego grania mógł czuć się usatysfakcjonowany.

   O 19.30 na scenie pojawiła się wrocławska Psychoformalina w pełnym 4-osobowym składzie. Zespół, który powstał w połowie lat 90-tych i godnie reprezentuje scenę cold wave. W ich muzyce wyraźnie wyczuwa się post-punkowe brzmienia.

   Kapela zaprezentowała nam swoją drapieżną i surową twórczość. Ich koncert był czymś z pogranicza spektaklu, a jednocześnie uzewnętrzniał najdziksze instynkty. Wokalista Bartek przyciągał nie tylko imponującym wzrostem, ale przede wszystkim wizerunkiem scenicznym, mrocznym makijażem, gestykulacją i bardzo ciekawą barwą głosu. Nagrał z chłopakami ostatnią – trzecią – płytę, trzeba jednak podkreślić, że utwory z dwóch poprzednich krążków wykonuje z równie ciekawą interpretacją, zachowując ich pierwotny zamysł, a jednocześnie wnosi swoją własną inwencję. Jest niezwykle ciekawym i charyzmatycznym artystą. Podobnie jak jego koledzy z zespołu, którzy mają ogromny talent, a ich silne osobowości przebijają się przez muzykę.

   Dla mnie było to pierwsze zetknięcie z zespołem w wersji live. Twórczość Psychoformaliny znałam dość pobieżnie, co było dużym błędem z mojej strony. Urzeczona i oczarowana ich występem nabyłam wszystkie trzy płyty, które teraz słucham z zachwytem w domowym zaciszu.

   Po występie Psychoformaliny sceną zawładnął rzeszowski 1984. Zespół, którego nie muszę przedstawiać. Jest on żywą legendą zimnej fali. Podziwiany i uwielbiany od lat. Od pierwszych taktów porwał publiczność wprowadzając ją w swoje muzyczne światy. Surowość, chłód, nieco mroku, nutka dekadencji, a także wspaniałe poetyckie i często metaforyczne teksty Piotra Liszcza. Oj, wyjątkowy człowiek jest z wokalisty 1984. Jego mądrość życiowa, przenikliwy, wyrazisty głos, naturalność -zachwycają. Podczas koncertu usłyszeliśmy zarówno nieco starsze utwory, jak i te zupełnie nowe. “Hipernowa to ja” w wykonaniu Almy poruszyła serca zgromadzonych, a mnie całkowicie urzekły “Anioły”. To taki miękki i romantyczny utwór, który błogo kołysze i przenosi w świat marzeń. Nie zabrakło także występów gościnnych. Koncert swoim udziałem uświetnili: Tomasz Snake Kamiński i Krzysztof Sado Sadowski dodając jeszcze więcej ognia.

   Trzeba przyznać, że zespół 1984 ma się znakomicie. Wydali rewelacyjną płytę “Piękny jest świat”, prezentują się wspaniale, grają wyborowo. Ten koncert był wykwintną ucztą. Zespół na dużej scenie mógł “rozwinąć skrzydła”. Miałam wielką przyjemność stać blisko sceny. Akustyka i widoczność wręcz wymarzone. Był to koncert, który na zawsze pozostanie w moim sercu i wspomnieniach. Dzięki 1984 “Piękny jest świat”.

   Na koniec trzeba podkreślić, że muzycy obu zespołów cierpliwie i z uśmiechem podpisywali płyty i prowadzili serdeczne rozmowy z fanami. Pomimo, że pokonali długą trasę jadąc do stolicy, byli pełni energii i pozytywnych fluidów.

Anette