Jude w Wolskim Centrum Kultury

   03.10.2020 r. w Wolskim Centrum Kultury w ramach III Festiwalu “Od Bikiniarzy do Hipsterów” mieliśmy zaszczyt podziwiać występ łódzkiego zespołu JUDE. Panowie swoją muzyczną karierę rozpoczęli w połowie lat 90-tych. Wyróżniała ich wizualna charyzma, a ich dźwięki najbliższe były estetyce industrialnej z wyraźnym wpływem punka i hardcore’u.

   Twórczość zespołu znałam bardzo powierzchownie, ale podświadomie wyczuwałam, że ich występy muszą być niezwykle ciekawym doświadczeniem i przeczucie mnie nie zawiodło. Na pewno był to koncert zupełnie inny niż wszystkie, które widziałam dotychczas.

   Muzycy na scenie pojawili się około godziny 20.25, a sam występ trwał niewiele ponad godzinę. Tutaj nie było życzeń od publiczności, tu zespół narzucał własne reguły. Nam pozostało całkowite podporządkowanie się artystom. Nikt jednak nie narzekał, bo zaprezentowali kawał prawdziwej sztuki.

   Na scenie dominowała ciemność, mrok. Nim zespół wyłonił się w czteroosobowym składzie z niezwykle wyrazistym wokalistą Wiktorem na czele, do naszych uszu dobiegały zewsząd niepokojące dźwięki, które jakoby oczekiwały dalszego dopełnienia. I tak się stało. Kiedy muzycy wkroczyli na scenę, nie było już żadnej taryfy ulgowej. Zaczęli bombardować nas ciężką, agresywną muzyką idealnie współgrającą z filmami i wizualizacjami pojawiającymi się na ekranie. Głos Wiktora przemieniał się w dziki wrzask, który w połączeniu z natarczywym łomotem bębnów, hałaśliwością gitar i niepokojącą elektroniką wręcz masakrował mózg. Ktoś mało obyty muzycznie i koncertowo mógłby takiej dawki “szaleństwa” nie wytrzymać dłużej niż 10 minut. Tu nie było żadnej taryfy ulgowej, ani wizji piękna.

   Muzycy przede wszystkim zaprezentowali trudną, poszarpaną bólem rzeczywistość podpartą ciężką, surową muzyką. Nie było także czasu na owacje aż do zakończenia koncertu, gdyż utwory leciały ciągiem, nie zniżając natężenia głośności. I tutaj podziw dla muzyków, że grali bez chwili wytchnienia nie robiąc sobie nawet krótkiej przerwy. Niby chaotycznie, okrutnie, agresywnie, a jednak słuchacze byli pod wielkim wrażeniem. Ciężko jednak było wyczuć doznania zgromadzonych, gdyż duża część osób była totalnie otumaniona skalą hałasu. Ja sama odczułam na własnych uszach efekt muzycznych tortur. A jednak nie mam żadnych zastrzeżeń. JUDE dał naprawdę świetny koncert. Ukazał nam swój indywidualizm, poruszył tematy, które go bolą oraz zaprezentował kawał ciekawej, alternatywnej sztuki. Oczywistym jest, że to trudna i chaotyczna muzyka, ale chyba nikogo nie jest w stanie pozostawić obojętnym i właściwie o to chodzi.

   JUDE wzbudza wiele skrajnych emocji, ale nie da się o nich zapomnieć. Na scenie są całkowicie skoncentrowani na swojej muzyce i odpowiedniej oprawie wizualnej. Podczas koncertu nie było żadnych rozmów z publicznością, uśmiechów czy innych serdecznych gestów, a wokalista wydawał się wręcz przesiąknięty nienawiścią wobec wszystkiego, co go otacza, a jednak muzycy zyskali respekt i szacunek publiczności. Brawo!

Anette