O jedzeniu… 6. Sushi

   To, że jestem wielkim miłośnikiem prostych potraw, zrobionych z prostych składników to dobrze widać chociażby po ostatnich wpisach. Uwielbiam dania z kuchni polskiej, oparte na mięsie hodowanych u nas zwierząt i na uprawianych u nas warzywach. To jest „wszczepione” w organizm i jestem pewien, że do czasu, aż ów organizm postanowi zmienić moje przyzwyczajenia kulinarne, sam ich z własnej woli nie zmienię.

   Ale nie jest też tak, że odżywiam się tylko tymi samymi potrawami, czy daniami zaczerpniętymi z polskiej kuchni. Sięgam też czasem po dania z innych stron świata, oczywiście tak je przekształcając, by dały się przygotować w moich warunkach mieszkaniowym i z użyciem dostępnych składników.

   Od czasu do czasu zaglądamy na Daleki Wschód, przygotowując własną wersję sushi. Kiedy w dawnych czasach czytałem o tym daniu wydawało mi się niejadalne (bo jak można jeść surową rybę), a kiedy zaczęły się u nas pojawiać lokale serwujące to danie (oczywiście dostosowane do polskiego klienta) było ono zdecydowanie za drogie, żeby zaryzykować i spróbować. O ile mnie pamięć nie myli, pierwszy raz spróbowałem sushi w pracy, do której przyniosła tę potrawę (zresztą własnoręcznie zrobioną) moja koleżanka. Przyniosła, poczęstowała, a nawet poinformowała, jak to z pozoru skomplikowane danie przygotować. Pamiętam, że przyniosłem parę sztuk do domu, a ponieważ wszystkim posmakowało, wkrótce odwiedziliśmy najbliższy lokal w okolicy. Nazywał się I Love Sushi i były w nim najlepsze sushi, jakie jedliśmy. Znakomite pod każdym względem. Swoją drogą, wszyscy zapamiętaliśmy też brownie przygotowywane w tym miejscu. Jak widać, pewnych smaków się nie zapomina. Lokal został szybko zlikwidowany, ewidentnie powstał za szybko, gdy jeszcze nie było tak wielu bloków, a przede wszystkim ludzi młodych, dla których sushi nie stanowi już czegoś dziwnego i oryginalnego. Teraz wokół nas jest wiele takich lokali.

   W każdym razie, dawno, dawno temu postanowiliśmy sami spróbować, według przepisu koleżanki Edyty. Przygotowywaliśmy się długo, zbieraliśmy wszystkie niezbędne składniki i… zrobiliśmy własne sushi. A teraz od czasu do czasu znów je robimy. Ostatnio w ostatnią sobotę. Dobrze pamiętam, że Edyta (a ona zna się na rzeczy!) powiedziała, że nawet w Japonii, czy Korei poza ściśle określonymi przepisami na właściwe sushi, można spotkać wiele ekstrawagancji, w różnych miejscach w ryż wkłada się najprzeróżniejsze składniki, z parówkami włącznie! My też się bawimy mieszając różne składniki, tworząc nowe kompozycje.

   Jedno jest jednak niezmienne, a mianowicie ryż do sushi, który po ugotowaniu jest wzbogacany octem ryżowym, solą, cukrem i sosem sojowym. Ryż się świetnie klei i ma specyficzny smak. Do niego dodajemy zwykle podsmażone na oleju sezamowym: marchewki, ogórka, cukinię, paprykę i omleta. Dodajemy też (jak jest w domu) łososia lub paluszki krabowe. A potem wystarczy to wszystko zawinąć w algi, posypać sezamem i… gotowe.

   Wbrew pozorom to jedna z prostszych, wcale niedrogich potraw (ocet, olej, ryż, wasabi, sos sojowy można wykorzystać w przyszłości), a do jej przygotowania można zaangażować wszystkich członków rodziny, dzięki czemu wszystko szybko powstaje i wszyscy dobrze się bawią.

   A jak już są gotowe hosomaki (to te zawinięte w algi) i nigiri (o lekko owalnym kształcie z rybą na wierzchu) wystarczy dodać trochę wasabi (ostry chrzan w zielonym kolorze), wziąć jedną sztukę pałeczkami, zamoczyć ją w sosie sojowym i… włożyć do ust. A potem drugą, trzecią itd… Dobrze jest też kupić marynowany imbir. Dodaje ostrości i uroku!

   Zazwyczaj do sushi pijemy jakieś lżejsze piwo. Chociaż próbowałem też innych napojów, to jednak najbardziej pasuje mi właśnie. Byle nie było zbyt wyraziste.

Ray

**********ENGLISH VERSION**********

   The fact that I am a great lover of simple dishes, made of simple ingredients, is clearly visible even in recent posts. I love dishes from Polish cuisine, based on the meat of our animals and vegetables grown here. It is “implanted” in the body and I am sure that until my organism decides to change my eating habits, I will not change them of my own free will.

   But it is also not that I eat only the same dishes, or dishes taken from Polish cuisine. Sometimes I also reach for dishes from other parts of the world, of course transforming them in such a way that they can be prepared in my flat and with the use of available ingredients.

   From time to time we „visit” the Far East, preparing our own version of sushi. When I read about this dish in the old days, it seemed inedible to me (because how can you eat raw fish), and when places serving this dish (adjusted to the Polish customer, of course) started to appear, it was definitely too expensive to take the risk and try it. As far as I remember, I tried sushi for the first time at work, to which my friend brought this dish (made by her). She brought it, offered it and even informed us how to prepare this seemingly complicated dish. I remember bringing a few home, and since everyone liked it, we soon visited the nearest restaurant in the area. It was called I Love Sushi and it had the best sushi we had. Outstanding in every way. By the way, we all remember the brownies prepared in this place, too. As you can see, some flavors are never forgotten. The place was quickly closed, evidently it was opened too quickly, when there were not so many blocks yet, and above all, young people for whom sushi is no longer something strange and original. Now there are many such places around us.

   Anyway, a long time ago we decided to try it ourselves, according to the recipe of my friend Edyta. We prepared for a long time, collected all the necessary ingredients and… we made our own sushi. And now we do it again from time to time. Last Saturday last. I remember well that Edyta (and she knows it!) said that even in Japan or Korea, apart from strictly defined recipes for proper sushi, you can meet many extravagances, in various places you put all kinds of ingredients in rice, including sausages! We also have fun mixing different ingredients to create new compositions.

   However, one thing remains the same, namely sushi rice, which, when cooked, is enriched with rice vinegar, salt, sugar and soy sauce. The rice is sticky and has a specific taste. To it we usually add: carrots, cucumbers, peppers, zucchini and an omelette fried in sesame oil. We also add (as it is at home) salmon or so called „crab sticks”. And then it is enough to wrap it all in algae, sprinkle with sesame seeds and … it’s ready.

   Contrary to appearances, it is one of the simpler, inexpensive dishes (rice vinegar, sesame oil, rice, wasabi, soy sauce can be used in the future), and all family members can be involved in its preparation, thanks to which everything is created quickly and everyone has fun.

   And when hosomaki (those wrapped in algae) and nigiri (slightly oval-shaped with a fish on top) are ready, just add a little wasabi (spicy green horseradish), take one piece with chopsticks, dip it in soy sauce and … put it in to the mouth. And then the second one, and the third one, etc … It’s also good to buy pickled ginger. It adds sharpness and charm!

   Usually we drink a lighter beer with sushi. Although I have tried other drinks as well, it suits me best. As long as it wasn’t too expressive.