Zwyczajny facet w średnim wieku…

   Zdaję sobie sprawę, że nie mam za wiele czasu, by na poważnie zajmować się pisaniem na FB, zdaję też sobie sprawę, że nie mam za wiele do zaoferowania. Ale gdy obserwuję posty moich licznych internetowych znajomych zauważyłem – lepiej późno niż wcale – że FB może być bardzo dobrym, swego rodzaju pamiętnikiem.

   Kiedyś się pisało w zeszytach lub w specjalnych pamiętnikach, dzisiaj to samo można zrobić w sieci. Czy warto się dzielić wszystkimi informacjami z innymi to już inna kwestia. Na pewno nie zawsze, nie w każdej kwestii i sytuacji. Ale, gdy oglądam i czytam wspomniane wyżej posty znajomych wiele razy łapię się na tym, że nie tyle zmuszają, co po prostu zachęcają mnie do myślenia, do przeczytania lub obejrzenia czegoś, a nawet do… zrobienia jakiejś potrawy. Niekoniecznie od razu, niekoniecznie tego samego. Ale liczy się owa zachęta.

   Bardzo często w postach pojawiają się złapane w locie chwile. Na pewno dużo ważniejsze dla samego łapiącego niż innych, ale dla tych innych mogą stać się bodźcem do zwracania uwagi na pewne miejsca, pewnych ludzi, pewne sytuacje. Mogą ich pobudzać do działania, do przemyśleń, do zwiększenia uważności. Mogą, nie muszą!

   Jeśli tylko się chce, można w tej przepełnionej po brzegi sieci wyłapać naprawdę interesujących ludzi, intrygujące zdarzenia, można przeżywać i poznawać, uczyć się, przypominać sobie to, co kiedyś znaliśmy, a co uciekło z naszych głów, można otwierać się na nowe. Nowe lektury, nowe doznania, nowe idee. Możemy to robić, nie musimy!

   Nie jestem wcale taki pewien, czy uda mi się regularnie zamieszczać takie chwile, fragmenty przeczytanych tekstów, zdjęcia zrobione sobie lub innym. Nie potrafię jeszcze wyciągać natychmiast aparatu, zupełnie o nim zapominam. Nie mam jeszcze i pewnie nigdy nie będę mieć nawyku, by wszystko notować, wszystko zamieszczać w internecie. Ale spróbuję. Spróbuję zachować coś dla siebie, podzielić się tym, co mnie spotkało (byłoby cudnie, gdyby to były miłe rzeczy), co mnie poruszyło i zaintrygowało. Pewnie nie wszystkich, a być może nikogo to nie zainteresuje, ale jak nie spróbuję, to się nie przekonam.

   Postanowiłem rozpocząć to częstsze pojawianie się w sieci chyba przed dwoma tygodniami, ale wtedy wydarzyły się sprawy dużo ważniejsze niż opowiadanie o sobie. Dlatego odkładałem ten kolejny start w czasie, aż do dzisiaj, kiedy uznałem, że przecież mógłbym odkładać tak bez końca. Wiem, że niewiele wiem, i że niewiele mam do pokazania. Kiedy podzieliłem się pomysłem z małżonką zadała mi jedno tylko pytanie: „czy rzeczywiście uważam, że mam coś ważnego do przekazania? Czy uważam, że powinienem dokładać do przeciążonej już sieci jakieś nieistotne z punktu widzenia innych ludzi zdjęcia, urywki czyichś tekstów, czy własnych pomysłów? Jaki jest sens takiego działania?”.

   I trudno się nie zgodzić. Znów miała rację. Jak ma rację w bardzo wielu sprawach. Ale powiedziałem wtedy, tak jej, jak i sobie, że być może nie mam do powiedzenia rzeczy ważnych, nie mam do pokazania rzeczy istotnych, nie mam wiedzy i aspiracji, by zmieniać ten świat, który i tak się nie zmieni, bo nie zmienią się ludzie. Ale mogę podzielić się pewnymi wydarzeniami z życia „zwykłego faceta w średnim wieku”. Być może przechodzącego kryzys owego wieku i dlatego potrzebującego się uzewnętrznić, potrzebującego jakiegoś rodzaju wsparcia od ludzi podobnie myślących, mających podobne, przewidywalne życie.

   Zatem nie dziwcie się, że już wkrótce pojawiać się tu będą dziwne fotki i dziwne teksty. Pewnie w większości przypadków nieistotne, banalne. Ale uważam, że z takich nieistotnych, banalnych rzeczy składa się nasze życie. A jeśli uznamy, że życie samo w sobie jednak nie jest banalne, to może to wszystko, co nam się przydarza, co z pozoru zdaje się być banalne, wcale takie banalne jednak nie jest?!

Ray

#zwyczajnyfacetwsrednimwieku

**********
   I realize that I don’t have much time to seriously write on FB, and I realize that I don’t have much to offer. But when I watched the posts of my numerous online friends, I noticed – better late than never – that FB can be a very good kind of diary.

   Once you wrote in notebooks or in special diaries, today you can do the same on the Internet. Whether it’s worth sharing all the information with others is another question. Certainly not always, not in every issue and situation. But when I watch and read the above-mentioned posts by my friends many times I find myself not so much forcing, but simply encouraging me to think, to read or watch something, and even to… make some dish. Not necessarily right away, not necessarily the same. But that encouragement counts.

   Very often in posts there are moments „caught in flight”. Certainly much more important to the catcher than to others, but for others they can become a stimulus to pay attention to certain places, certain people, certain situations. They can stimulate them to act, to reflect, to increase their awareness. They can, they don’t have to!

   If you want, you can catch really interesting people, intriguing events in this overcrowded network, you can experience and get to know, learn, remember what we used to know and what escaped from our heads, we can open up to new ones. New readings, new experiences, new ideas. We can do it, we don’t have to do it!

   I am not so sure if I will be able to regularly post such moments, excerpts from read texts, photos taken of myself or others. I can’t get my camera out immediately yet, forget about it completely. I do not have it yet, and probably will never have a habit, to note everything down, put everything on the Internet. But I will try. I will try to keep something to myself, share what has happened to me (it would be wonderful if it were nice things) that touched me and intrigued me. Probably not everyone, and maybe nobody will be interested in it, but if I don’t try, I won’t find out.

   I decided to start this more frequent appearance on the web about two weeks ago, but then things happened much more important than telling about myself. That is why I put off this next start in time, until today, when I decided that I could postpone it forever. I know that I know little and that I have little to show. When I shared the idea with my spouse, she asked me one question only: “Do I really think that I have something important to share? Do I think that I should add to the already overloaded network some pictures, snippets of someone’s texts or my own ideas, irrelevant from the point of view of other people? What is the point of doing this?”.

   And it’s hard to disagree. She was right again. How she is right about so many things. But I said then, both to her and to myself, that perhaps I do not have important things to say, I do not have important things to show, I have no knowledge and aspirations to change this world, which will not change anyway, because there is no chance people. But I can share some events in the life of an “ordinary middle-aged man”. Perhaps the man in crisis of that age and therefore needing to manifest itself, needing some kind of support from like-minded people who have a similar, predictable life.

   So, don’t be surprised that weird pics and strange texts will soon appear here. Probably in most cases unimportant, banal. But I believe that our life is made of such trivial, banal things. And if we decide that life itself is not banal, then maybe all that happens to us, which seems to be banal, is not so banal?!

#ordinarymiddle-agedman