Amelia, reż. Jean-Pierre Jeunet

   Pierwszy raz ten film obejrzałem w roku, w którym wszedł na ekrany, a zatem w 2001. Emocje, jakie wtedy we mnie wzbudził pozostały we mnie o dziś. Oczywiście nie pamiętałem wszystkiego, co się przytrafiło bohaterce, a ni wszystkich uczynków, których dokonała, ale pozostało w głowie jedno, najważniejsze przesłanie tego filmu. – dobrze być dobrym, dobrze jest pomagać, dobrze jest sprawiać innym radość. Wtedy nam samym też jest dobrze, nam też ktoś może sprawić trochę radości.

   Ten film był wyjątkowy nie tylko ze względu na oryginalny, lekko pokręcony scenariusz, ale też na samą produkcję. Nie przypominam sobie, by ktoś w takim lekkim, komediowo-obyczajowym filmie zastosowałem aż taką masę oryginalnych ujęć, cięć, animacji i kto tam wie, czego jeszcze. Film stał się wspaniałym miejsce zarówno do zabawy słowem, jak i obrazem. Wciągał, śmieszył, zastanawiał, pouczał, zachęcał, radował uszy i oczy. Był pod każdym względem wyjątkowy.

   Nie wiem, jak to było możliwe, ale przez te dwadzieścia lat od jego premiery chyba tylko raz widziałem jakiś jego fragment w telewizji, ale tylko fragment, zatem sam się dziwię, jak mogłem pozwolić sobie na tak długą przerwę w oglądaniu ten przecudnej historii. Bo być może już o tym kiedyś pisałem, mam takie filmy, które muszę obejrzeć każdego roku, albo przynajmniej odświeżyć je sobie co jakiś czas. „Amelia” też należała do tej kategorii, problem polegał na tym, że nie miałem tego filmu. Aż w końcu udało mi się go kupić, zatem teraz będę zapewne do niego wracał zdecydowanie częściej.

   Podejrzewam, że wszyscy ten film widzieli, a przynajmniej o nim słyszeli, bo od momentu, gdy się pojawił wzbudzał emocje. Właśnie specyficzną produkcją, ale też owym przesłaniem. Taki film mogli zrobić tylko Francuzi – powiedział po obejrzeniu filmu mój syn. I w pełni się z nim zgadzam. Takie kino potrafią robić tylko Francuzi. Być może wpływa na to klimat ich miast (w tm wypadku Paryża), nasiąknięcie specyficzną kulturą, ale tylko oni potrafią tak ująć poważne i „nieżyciowe” tematy, jak sprawianie dobra, pomoc, uśmiech, miłość, w unikatowy sposób. Potrafią opowiedzieć o tym z dystansem, dowcipem, z niesamowitym ciepłem, nie nudząc, nie wymądrzając się, nie przytłaczając. Potrafią opowieść prostą historyjkę z dobrym, mądrym przesłaniem w wyjątkowo lekki, dowcipny sposób. I tak właśnie trafiają do serc widzów szybciej, lepiej i głębiej.

   Przypomnę krótko, że Amelie Poulain urodziła w się małżeństwu, które nie było stworzone do posiadania dzieci. Przewrażliwiony ojciec (a jednocześnie utrzymujący dystans wobec dziecka) był przekonany, że mała ma problemy z sercem, postanawia zatrzymać ją przez całe jej dzieciństwo w domu. Zamknięta w mieszkaniu, do tego doświadczona tragiczną śmiercią matki, dziewczynka wyrasta na niewinną, wrażliwą i obdarzoną wyjątkową wyobraźnią (jej ciągi myślowe ujęte w formę krótkim filmów są jednymi z najśmielszych fragmentów filmu) kobietę. Pewnego dnia odkrywa w mieszkaniu skrytkę i…

   I już nic nie napiszę więcej, poza tym, że Amelia staję się specyficznym rodzajem anioła stróża, anioła pomocnika, który za dobro pomaga (lekko ubarwiając rzeczywistość), a za złe karze (oj, potrafi być złośliwa!). Jej dobroć i wrażliwość kierują na nią uwagę innych, którzy postanawiają i jej pomóc w podjęciu pewnej ważnej życiowej decyzji.

   Film w dowcipny sposób opowiada o nas – ludziach, o naszych potrzebach, a zwłaszcza potrzebie miłości). O różnym tej miłości przeżywaniu, o różnych sposobach jej podtrzymywania, pielęgnowania lub niekoniecznie celowego niszczenia. To historia o rzeczywistości ujęta w lekko bajkową opowieść. To też wielka rola i prawdziwe odkrycie dla kina Audrey Tautou. Chociaż w pierwszym filmie pojawiła się bodajże w 1996 roku, to jednak dopiero rola Amelii w 2001 roku zrobiła z niej gwiazdę kina francuskiego, której ukoronowaniem była rola Coco Chanel (2009). Miłośnicy kina sensacyjnego oczywiście dobrze wiedzą, że zaangażowana została do słynnego „Kodu da Vinci”, w którym towarzyszyła Tomowi Hanksowi.

   Po dwudziestu latach obejrzałem „Amelię” z tą samą radością i wzruszeniem, jak kiedyś, z tym samym zaangażowaniem i emocjami. Bo to po prostu znakomity film, który nie stracił nic a nic na swojej jakości i zawartym w nim przesłaniu. Cieszę się, że teraz będę mógł oglądać go częściej!

Ray

METRYCZKA
Tytuł: Amelia
Tytuł oryginalny: Le fabuleux destin d’Amélie Poulain
Reżyseria: Jean-Pierre Jeunet
Scenariusz: Jean-Pierre Jeunet, Guillaume Laurant
Produkcja: Francja, Niemcy
Rok emisji: 2001
Gatunek: komedia, dramat
Obsada: Audrey Tautou, Mathieu Kassovitz, Rufus, Dominique Pinion, Jamel Debbouze, Serge Merlin

**********ENGLISH VERSION**********

   I watched this film for the first time in the year it was released, that is in 2001. The emotions it evoked in me then have remained with me today. Of course, I did not remember everything that happened to the heroine, and not all the deeds she did, but one, the most important message of this film remained in my head. – it’s good to be good, it’s good to help, it’s good to make others happy. Then we ourselves feel good too, and someone can make us a little happy.

   This film was unique not only because of the original, slightly twisted script, but also the production itself. I do not remember that anyone in such a light, comedy-style film used so many original shots, cuts, animations and who knows what else. The film has become a great place to play with words and pictures. He absorbed, made fun, pondered, instructed, encouraged, delighted ears and eyes. It was unique in every way.

   I do not know how it was possible, but in the twenty years since its premiere I have seen only one fragment of it on TV, but only a fragment, so I am surprised how I could afford such a long break from watching this wonderful story. Because maybe I wrote about it before, I have films that I have to watch every year, or at least refresh them every now and then. “Amelia” was in that category too, the problem was, I didn’t have the movie. Until I finally managed to buy it, so now I will probably come back to it much more often.

   I suspect that everyone saw this movie, or at least heard about it, because from the moment it appeared it aroused emotions. Just a specific production, but also this message. Only the French could make such a film – my son said after watching the film. And I fully agree with him. Only the French can do this kind of cinema. Perhaps it is influenced by the climate of their cities (in the case of Paris), imbued with a specific culture, but only they are able to grasp serious and “non-life” topics such as doing good, helping, smiling, love in a unique way. They can tell about it with distance, wit, with incredible warmth, without being bored, without being smart about themselves, without overwhelming them. They can tell a simple story with a good, wise message in an exceptionally light, witty way. And this is how they reach the hearts of viewers faster, better and deeper.

   Let me remind you briefly that Amelie Poulain was born in a marriage that was not designed to have children. The oversensitive father (and at the same time keeping his distance from the child) was convinced that the little one has heart problems, decides to keep her at home throughout her childhood. Locked in an apartment, experienced by the tragic death of her mother, the girl grows into an innocent, sensitive and imaginative woman (her lines of thought in the form of short films are one of the boldest fragments of the film). One day, she discovers a hiding place in the apartment and …

   And I will not write anything more, except that Amelia becomes a specific kind of guardian angel, helper angel who helps for good (slightly coloring reality) and punishes bad (oh, she can be malicious!). Her kindness and sensitivity draw the attention of others to her who decide to help her make some important life decision.

   The film tells a funny story about us – people, about our needs, especially the need for love. About different experiences of this love, about different ways of maintaining it, nurturing it or not necessarily deliberately destroying it. It is a story about reality set in a slightly fairy tale. It is also a great role and a real discovery of Audrey Tautou for cinema. Although she appeared in the first film in 1996, it was only the role of Amelia in 2001 that made her a star of French cinema, which was crowned with the role of Coco Chanel (2009). Sensational cinema enthusiasts, of course, know well that she was involved in the famous “Da Vinci Code”, in which she accompanied Tom Hanks.

   After twenty years, I watched “Amelia” with the same joy as before, with the same commitment and emotions. Because it is simply an excellent film that has lost nothing and nothing of its quality and the message it contains. I’m glad I can watch it more often now!

Ray