Dżentelmeni – reż. Guy Ritchie

   Guy Ritchie udowodnił już wiele razy, że potrafi robić filmy, które zwrotami akcji i nieprzeciętnymi historiami potrafią trzymać widza w nieustannym napięciu. Nie inaczej jest w przypadku filmu „Dżentelmeni”, który trafił do widzów w grudniu ubiegłego roku. U nas nie wiem, kiedy trafił, bo w związku z pandemią koronawirusa, zapewne nie było mu łatwo wejść na kinowe ekrany. To film zrobiony według pewnego wzorca, polegającego nie tylko na licznym wpuszczaniu widza w maliny, sugerowaniu, jak potoczy się akcja, by ostatecznie pokazać, że jest zupełnie inaczej niż nam się wydawało. To, że widzimy fragment planu, nie oznacza, że widzimy wszystko. Reżyser nie tylko poddaje nasze przypuszczenia co do rozwoju fabuły poważnym próbom, to jeszcze przerzuca nas stale w czasie, balansując między tym, co niby akurat się dzieje, a tym, co się działo, do tego stosuje oryginalne cięcia w oryginalnych miejscach, co z kolei powoduje, że odbiera się ten film nie tylko jako opis pewnych zdarzeń, ale też jako wręcz rodzaj artystycznego dzieła z video artu. Nie jest trudno zauważyć, że sporo w tym wpływów Tarantino, ale już przefasonowanych przez talent i wieloletnie doświadczenie Ritchiego.

   Film to z klasyczna opowieść o ludziach działających niekoniecznie zgodnie z prawem, której głównym bohaterem jest producent i handlarz marihuaną Mickey Pearson (Matthew McConaughey). Mickey chciałby zaprzestać niezgodnej z prawem działalności, ale najpierw musi sprzedać swój prężnie działający interes. Oferuje go pewnemu, z pozoru niezwykle grzecznemu (jak te pozory mylą) gangsterowi o imieniu Matthew (Jeremy Strong). Ten jednak, stary, zaprawiony w bojach spryciarz, chcąc zbić cenę, dogaduje się z innymi, żeby trochę namieszali w działalności Pearsona. To – jak można się domyślić – tylko jedna część opowieści, bo jest jeszcze inna. Albowiem pewien dziennikarz Fletcher (świetna rola Hugh Granta!) opowiada wspomnianą wyżej historię Pearsona Rayowi (Charlie Hunnam), jednemu z zaufanych współpracowników Pearsona, próbując wymusić na nich szefie całkiem sporą sumę pieniędzy za nie zdradzenie ich działalności.

   Jak widać, jest nieźle, sporo się dzieje, ale… to jeszcze nie wszystko, bo nagle na scenę wkracza trener bokserów, którzy… Niestety nie mogę opowiedzieć więcej, bo popsułbym cały urok oglądania tego filmu. W każdym razie dzieje się bardzo, bardzo wiele, poza wspomnianymi już bohaterami filmu znalazło się jeszcze miejsce dla mafiosów chińskiego pochodzenia i ochroniarzy rosyjskiego oligarchy. Zrobiła się całkiem niezła mieszanka międzynarodowa, pokazana oczywiście w bardzo stereotypowy sposób. Ale jak to na filmy tego reżysera przystało, przy całej powadze opowiadanej historii, nie zabrakło solidnego przymrużenia oka.

   O ile początek jest dość nudnawy, o ile wchodzi się w ten film powoli i z pewnym dystansem, to jednak z każdą minutą, z każdym kolejnym gestem, słowem, zdarzeniem wkręcamy się w tę opowieść bez żadnych hamulców. Wymyślamy, co się jeszcze wydarzy, kto jest z kim, a kto przeciw komu, kto się z kim dogada, i jak się ta cała historia skończy. Wymyślamy, by wreszcie i tak się poddać, bo scenarzysta i reżyser w jednym i tak mieli inny pomysł na akcję i zakończenie filmu, niż nam się zdawało. Ritchie dowcipkuje na wiele sposobów, zwróćcie np. uwagę na plakat wiszący na ścianie jednego z szefów wytwórni filmowej, do której Fletcher przyszedł ze scenariuszem…

   Jak wspomniałem, film daje pole do popisu zaangażowanym w nim aktorom. Jestem pewien, że musieli się świetnie bawić na planie, bowiem ich zadaniem było stworzenie śmiertelnie poważnych ludzi, tworząc jednocześnie ich karykatury. Świetnie w tych rolach wypadli zwłaszcza, wspomniany już Hugh Grant grający dziennikarza – szantażystę, Colin Farrell w roli trenera, gotowego do… wszystkiego, by chronić i wspierać swoich podopiecznych. Świetną też rolą mogła się popisać grająca rolę Rosalind, żony Mickeya – Michelle Dockery.

   Świetna zabawa na jeden z jesiennych, listopadowych wieczorów. Ja bawiłem się przednio.

Ray

Recenzja ukazała się w dniu 15.11.2020

Tytuł: Dżentelmeni
Tytuł oryginalny: The Gentlemen
Reżyseria: Guy Ritchie
Scenariusz: Guy Ritchie
Produkcja: USA, Wielka Brytania
Rok emisji: 2019
Gatunek: kryminał, akcja
Obsada: Matthew McConaughey, Charlie Hunnam, Hugh Grant, Henry Golding, Michelle Dockery, Colin Farrell, Jeremy Strong

**********ENGLISH VERSION**********
Guy Ritchie has proven many times that he can make films that with twists and outstanding stories can keep the viewer in constant tension. It is no different in the case of the film “The Gentlemen”, which hit the audience last December. I’m not sure when it was screened in Poland, because due to the coronavirus pandemic, it was probably not easy for it to enter the cinema screens. It is a film made according to a certain pattern, consisting not only in leeading the viewer up the garen path, suggesting how the action will go, to finally show that it is completely different than we thought. Just because we can see part of the plan doesn’t mean we can see everything. The director not only subjects our assumptions about the plot development to serious tests, he also constantly shifts us in time, balancing between what was supposed to be happening and what was happening, he also uses original cuts in the original places, which in turn causes that this film is perceived not only as a description of certain events, but also as a kind of artistic work of video art. It’s not hard to notice that a lot of Tarantino’s influence is there, but already reshaped by Ritchie’s talent and years of experience.

The film is a classic story about people acting not necessarily legally, the main character of which is the producer and trader of marijuana Mickey Pearson (Matthew McConaughey). Mickey would like to stop his illegal activity, but first he must sell his thriving business. He offers it to a certain, seemingly very polite (as he appear to be) gangster named Matthew (Jeremy Strong). However, this old, battle-hardened trickster, wanting to lower the price, gets along with others to mess up Pearson’s business a bit. This is – as you can guess – only one part of the story, because it is still another. Because a journalist Fletcher (great role of Hugh Grant!) tells the aforementioned Pearson’ story to Ray (Charlie Hunnam), one of Pearson’s trusted associates, trying to get his boss quite a large sum of money for not revealing their activities.

As you can see, it’s not bad, a lot is going on, but … that’s not all, because suddenly a boxer trainer enters the scene, who … Unfortunately, I can’t tell you more, because I would spoil the charm of watching this movie. In any case, a lot is happening, in addition to the aforementioned heroes of the film, there is also place for mafiosi of Chinese origin and bodyguards of the Russian oligarch. A pretty good international mix has developed, shown of course in a very stereotypical way. But as befits the films of this director, with all the seriousness of the story told, there was a serious wink of an eye.

While the beginning is quite boring, as long as you enter this film slowly and with a certain distance, with every minute, with every gesture, word, event, we get into this story without any brakes. We figure out what will happen next, who is with whom and who is against whom, who will get along with whom, and how the whole story will end. We come up with ideas and finally give up anyway, because the writer/ director had a different idea for the action and the ending of the film than we thought. Ritchie jokes in many ways, for example look the poster hanging on the wall of one of the studio bosses Fletcher came to with the script …

As I mentioned, the movie gives the actors involved in it a chance to show off. I’m sure they must have had a great time on the set because their job was to create deadly serious people while creating caricatures of them. Especially the aforementioned Hugh Grant, who plays a journalist – a blackmailer, Colin Farrell as a coach, ready to do … everything to protect and support his charges, were great in these roles. Michelle Dockery, playing Rosalind, Mickey’s wife, could also show off a great role.

Great fun on one of the fall evenings in November. I had a great time!