Elegia dla bidoków – reż. Ron Howard

   “Nauką i pracą ludzie się bogacą” – wiele razy słyszałem to zdanie w swoim życiu. Nauka, wbrew wrodzonej ludzkiej niechęci do ślęczenia nad książkami, wbrew czyhającymi na każdym kroku pokusami, by się raczej pobawić lub poleniuchować zamiast siedzieć nad podręcznikiem, wreszcie nauka mimo otaczającej nas rzeczywistości miała pomóc w osiągnięciu dobrej pracy, a dobrze wykonywana praca winna zapewnić dobre zarobki gwarantujące dobre życie. Cóż, życie oczywiście różnie się układa i dość często koryguje owe założenia. Ale bywa i tak, że nauka, której się oddamy wbrew środowisku i okolicznościom, w których przyszło nam żyć jest jedynym sposobem, by z owych “okoliczności” i środowiska się wyrwać. I wcale nie musi to być od razu wielka kariera, ale wyjście o poziom wyżej, otrzymanie lepszej pracy, zdobycie większych zarobków, wyprowadzka do lepszej dzielnicy. Dużo zależy od samozaparcia, ale też wsparcia bliskich lub znajomych.

   Nie tak dawno do Netflixa trafił film zatytułowany “Elegia dla bidoków”. To film, który w pewnej mierze pokazuje, że wspomniane wyżej zdanie znajduje czasami odzwierciedlenie w rzeczywistości. To film pokazujący dysfunkcjonalną, klepiącą biedę rodzinę, z której – przy ogromnym wysiłku własnym – można było się wyrwać. Nie oznacza to oczywiście zerwania z rodziną, bo zmiana miejsca zamieszkania, pracy, czy szerzej środowiska, nie musi oznaczać zerwania więzi rodzinnych, czy miłości nawet do tak dysfunkcjonalnej rodziny. Film powstał na podstawie książki J.D. Vance’a, wydanej w 2016 roku. Książka stała się bestsellerem, dlatego też szybko przygotowano scenariusz filmu.

   Tak książka, jak i film jest o tyle istotny, że pokazuje bez koloryzowania życie ludzi na południu USA. Ale nie tych bogatych, wykształconych, z tak zwanej średniej klasy, o których najczęściej oglądamy amerykańskie firmy. To film o tych z samego dołu, robotnikach i bezrobotnych, ludziach bez wiedzy, pieniędzy, wykształcenia, ludzi odrzuconych przez tak zwany system, którzy (tak w USA, jak i w Polsce) zostali wykorzystani przez populistów, którzy zachęcili ich by “powstali z kolan”, rozbudzili nadzieje na poprawę ich losu, a tak naprawdę… To film, który boli, bo pokazuje jak naprawdę żyje się w “najlepszym z demokratycznych krajów”, w którym człowiek liczy się tylko wtedy, gdy jest taka potrzeba, na chwilę, w określonym celu, a potem i tak zostaje pozostawiony sobie samemu. I tu zaczynają się schody, bo nie każdy potrafi, nie każdy może, bo brak nadziej, bo nie da się zmienić określonych zasad społecznych i rodzinnych. A to powoduje frustrację, depresję, ucieczkę w uzależnienie. Żeby wyrwać się z tego kręgu trzeba mieć wyjątkowo silną wolę, zapał do nauki, niezwykłą wytrwałość. Przydaje się też – o czym już wspomniałem – mocne wsparcie, jeśli nie może to być wsparcie finansowe, to chociaż wsparcie psychiczne, poparte czasami dość ostrą reprymendą…

   Aby ten przerażający widok społecznej degrengolady trochę jednak podkolorować, autorka scenariusza, wraz z reżyserem, stworzyli bohatera (wręcz superbohatera), który właśnie jest kimś takim, którego nic nie jest w stanie złamać, który podniesie się niczym Wańka-Wstańka wbrew wszelkim przeciwnościom będzie szedł do przodu. Nie po trupach, nie przeciwko innym, ale dla siebie, będzie dążył do zmiany swojego miejsca w rzeczywistości. Nie jest to bezkrytyczny przykład kariery od pucybuta do milionera, ale obraz pokazujący, że jeśli chcesz, to możesz. A jest szansa, że ci się uda. Momentami wygląda to trochę sztucznie, ale w sumie przekonuje…

   Rolę młodego J.D.Vance’a gra Owen Asztalos, dorosłego Ryan Homchik, ale na uwagę zasługują zwłaszcza dwie panie, które do tego filmu przeszły sporą metamorfozę. Matkę J.D. gra Amy Adams, która w roli uzależnionej od narkotyków, zniszczonej, zapuszczonej i wzgobaconej o burzę włosów wypadła całkiem autentycznie, z kolei grająca babkę Glenn Close jest zdecydowanie tym, co najlepsze w tym filmie. Spokojnie można powiedzieć, że na niej opera się ten film pod względem artystycznym, z kolei to właśnie babka była tą osobą, która w pewien sposób przyczyniła się do takiej, a nie innej postawy życiowej jej córki, i która próbując naprawić swoje błędy, zmusza wnuka dostępnymi jej sposobami, by nie powtórzył scenariusza jego matki, ale by wyrwał się z zaklętego kręgu niemocy.

   Film może i trochę niemrawy, może trochę niedoskonały, naiwny, zbyt prosto opowiadający, to jednak ważny, zwłaszcza w obecnym czasie, zwłaszcza w związku z wydarzeniami na Kapitolu. To film właśnie o takich ludziach, z których tylko nielicznym, jak J.D.Vance udało się zmienić swoje życie.

Ray

Tytuł: Elegia dla bidoków
Tytuł oryginalny: Hillbily Elegy
Reżyseria: Ron Howard
Scenariusz: Vanessa Taylor
Produkcja: USA
Rok emisji: 2020
Gatunek: dramat
Obsada: Glenn Close, Amy Adams, Owen Asztalos, Ryan Homchik, Haley Bennett

**********ENGLISH VERSION**********

   “People get richer by work and study” – I’ve heard this sentence many times in my life. Science, against the inborn human reluctance to pore over books, against the temptations lurking at every step, to play or laze around instead of sitting at the textbook, finally, despite the reality around us, learning was to help us achieve a good job, and a job well done should ensure good earnings guaranteeing a good life. Well, life is obviously different, and it corrects these assumptions quite often. But it also happens that the science we devote ourselves to against the environment and circumstances in which we live is the only way to escape from these circumstances and the environment. And it does not have to be a great career right away, but going to a higher level, getting a better job, getting more earnings, moving to a better neighborhood. Much depends on self-denial, but also on the support of relatives or friends.

   Not so long ago, a movie called “Hillbilly Elegy” was released on Netflix. It is a film that shows to some extent that the above-mentioned sentence is sometimes reflected in reality. It is a film showing a dysfunctional, poverty-striking family from which – with enormous own effort – it was possible to escape. Of course, this does not mean breaking with the family, because changing the place of residence, work or, more broadly, the environment does not have to mean breaking family ties or even love for such a dysfunctional family. The film was based on the book by J.D. Vance, published in 2016. The book became a bestseller, so the screenplay was quickly prepared.

   Both the book and the film are important in that they show the lives of people in the South of the USA without coloring. But not the rich, educated, middle-class people we watch in this movie. It is a film about those from the bottom up, workers and the unemployed, people without knowledge, money, education, people rejected by the so-called system, who (both in the USA and Poland) were used by populists who encouraged them to “get up from their knees”, aroused hopes for an improvement in their fate, and in fact … This is a film that hurts, because it shows how you really live in “the best of democratic countries”, in which people count only when there is such a need, for a moment, in goal, and then left to itself anyway. And here the problems begin, because not everyone can, not everyone is able, because there is no hope, because it is impossible to change certain social and family rules. This causes frustration, depression, and an escape into addiction. In order to break out of this circle, you must have exceptionally strong will, enthusiasm for learning, and extraordinary persistence. It is also useful – as I have already mentioned – strong support, if it cannot be financial support, at least psychological support, sometimes backed up by quite severe reprimand…

   In order to a little color this terrifying view of social deterioration, the author of the script, together with the director, created a hero (even a superhero) who is just someone who cannot be broken, who will rise like a roly-poly toy despite all adversities, he will walk forward. Not over dead bodies, not against others, but for himself, he will strive to change his place in reality. This is not an uncritical example of a career from a rags to the millionaire, but a picture showing that if you want, you can. And there is a chance that you will succeed. It looks a bit artificial at times, but it actually convinces…

   The role of the young J.D. Vance is played by Owen Ashtalos, the adult Ryan Homchik, but the two ladies who have undergone a considerable metamorphosis for this film deserve attention. Mother of J.D. plays Amy Adams, who in the role of drug addicted, damaged, unkempt and tumult of hair came out quite authentic, while Glenn Close, who plays grandmother, is definitely the best “thing” in this movie. It is safe to say that it is an artistic opera of this film, while it was her grandmother who in some way contributed to her daughter’s life attitude and who, trying to correct her mistakes, forces her grandson with the ways available to her, not to repeat his mother’s scenario, but to break free from the vicious circle of helplessness.

   The film may be a bit sluggish, a little imperfect, naive, too simple, but it is important, especially at the present time, especially in connection with the last events on the Capitol. This is a film about people, few of whom, like J.D. Vance, have managed to change their lives.