Waleria i tydzień cudów – reż. Jaromil Jireš

   Trzeci film, na którym miałem okazję być w ramach festiwalu „Buntownicy kamery” był niezwykle oryginalny obraz, zatytułowany „Waleria i tydzień cudów”. Odkąd pamiętam, na różne dziwne i skomplikowane sytuacje zwykło się mawiać, że są „jak czeski film – nikt nic nie wie”. I ja nie wiem, czy to zdanie dalej funkcjonuje, ale „Waleria i tydzień cudów” mógłby stać się kwintesencją owego stwierdzenia.

   Film to szczególny, albowiem powstał na podstawie surrealistycznej powieści Vítĕzslava Nezvala. A to już samo w sobie oznacza, że nic, co się w nim znalazło nie musi mieć wiele wspólnego z tak zwaną rzeczywistością, że obserwowane przez widza wydarzenia mogą równie dobrze dziać się na jawie, jak i we śnie. Doszukiwanie się jednego, ściśle określonego przesłania mija się całkowicie z celem.

   Nie oznacza to jednak, że w filmie nic się nie dzieje, lub też, że nie ma w nim żadnych wartości artystycznych, czy ideologicznych. Ależ są. A im człowiek bardziej wykształcony w „izmach”, może odnaleźć tam cała masę nawiązań do mitologii, religii, wreszcie Freuda (kompleks Elektry?!). Zatem, intelektualiści mogą go analizować i mieć z tego sporo zabawy. Ja raczej odbierałem ten film wrażeniowo, uczuciowo. Skupiałem się na zdjęciach, kolorach, pięknych kobietach, bo jest ich w tym filmie sporo i to najczęściej wkomponowanych w magiczną i niepowtarzalną przyrodę.

   Film sprawia wrażenie pokręconego „Rumburaka” z przeniesionym na taśmę filmową jarmarcznym widowiskiem, z przerysowanymi charakterami, z przerysowanymi sytuacjami. A fabułę można streścić w kilku słowach. Młoda dziewczyna Waleria (Jaroslava Schallerová), dojrzewa, wchodzi w dorosłość (z jej fizycznym objawem włącznie), poznaje swoje ciało i swoje pragnienia, poznaje otaczającą ją rzeczywistość z zupełnie nowej dla niej perspektywy, dostrzega to, czego zapewne wcześniej nie dostrzegała. Tym razem to właśnie te obrazy pojawiają się przed jej oczami najczęściej. Dziewczynka zaczyna przeżywać pierwszą, młodzieńczą miłość do Orlíka (Petr Kopřiva), ale też pociąga ją na swój sposób Tchórz (postać, która łączy w sobie biskupa, demona, wreszcie niepoznanego nigdy ojca)(w tej roli Jiři Prýmek). Waleria ma specjalne kolczyki, które zapewniają jej nieśmiertelność, a taki skarb musi być obiektem pożądania przez innych. Biskup pożąda kolczyków, by zapewnić sobie nieśmiertelność, babcia Walerii (doskonała Helena Anyžová) gotowa jest oddać wszystko, byle tylko zachować młodość, ksiądz Gracjan (Jan Klusák) dla zdobycia młodej dziewczyny zapomina o kapłaństwie (przypomina sobie o nim, gdy jego amory zostają odrzucone – a wtedy gotów jest spalić dziewczynę na stosie za rzucanie przez nią uroków i „ocieranie się o niego biodrem”).

   Dużo zatem się dzieje, wszystko ujęte w formę – wspomnianej już – jarmarcznej tragikomedii, z całą masą stereotypów, z ujawnieniem ogromnej ilości ludzkich ułomności. Mimo ukazania owego całego zła, mimo sięgania po obrazy wyjęte z marnej jakości horrorów, to film ten oczarowuje, w jakiś dziwny sposób trzyma w ciągłym napięciu. Chociaż sporo się w nim dzieje, chociaż ciągniętych jest w nim kilka wątków, chociaż narracja nagle się rwie, chociaż rzeczywistość przeplata się z nierzeczywistością, realność z absolutną abstrakcją, jawa ze snem, to nie da się samodzielnie przerwać tego zapętlenia. Człowiek nie jest w stanie wstać i wyjść, wręcz przeciwnie zatapia się w tę historię bez reszty.

   I na koniec, jak na starego zbereźnika przystało, muszę wspomnieć, że ten film ogląda się znakomicie dla ujęć jego głównej bohaterki, zarówno ubranej, jak i w lekkim negliżu, ujmowanej przez reżysera i operatora tak, aby się nią zachwycać. Aby zauroczyć się jej delikatną dziewczęcością, tym drobnym pączuszkiem, który dopiero poznaje, czym jest prawdziwy kwiat, którym niewątpliwie się stanie, tą lolitką, która dopiero doświadcza piękna i brudu dorosłości.

   Prawdziwie czeski film!

Ray

METRYCZKA
Tytuł: Waleria i tydzień cudów
Tytuł oryginalny: Valerie a týden divů
Reżyseria: Jaromil Jireš
Scenariusz: Jaromil Jireš, Ester Krumbachová, Jiří Musil
Produkcja: Czechosłowacja
Rok emisji: 1970
Gatunek: surrealizm
Obsada: Jaroslava Schallerová, Helena Anýžová, Petr Kopřiva, Jiří Prýmek, Jan Klusák, Libuše Komancová, Karel Engel, Jiřina Machalická

(08.03.2016, kino Muranów)

Recenzja ukazała się pierwotnie w 2016 roku