Tomasz Mann – Tonio Kröger i inne opowiadania

   Zdaję sobie w pełni sprawę, że dzisiaj już się tak nie pisze, że dzisiaj nikt nie będzie chciał czytać tak pisanych opowiadań. Zdaję sobie sprawę, że zawarte w nich problemy oczywiście w dalszym ciągu dotyczą ludzi, ale niewiele osób ujmowałoby te problemy w taki sposób. Rozumiem, że opisanie spacerów z psem maczkiem na kilku stronach mogłoby doprowadzić liczne grono młodych czytelników jedynie o puknięcie się w głowę. Rozumiem, że przeszłość to przeszłość i należy ją zostawić w owej przeszłości. Zresztą, z tego, co się orientuję, to dość popularne są tendencje, aby rzeczywiście wyrugować starzyznę ze szkół…

   Kiedy mnie strzyka w kościach, kiedy mam problem ze wstaniem z łóżka, gdy nie mogę przeczytać etykiety w sklepie i dobiec do autobusu, to oczywiście się denerwuję. Czasem wręcz wściekam się jak nie wiem co. Bo tak mnie to starzenie denerwuje. Wkurza mnie ogromnie i okrutnie. Ale kiedy zachce mi się poczytać, to mogę spokojnie podejść do półki i z ogromną radością wyciągnąć z niej zbiór opowiadań Tomasza Manna. Zbiór opowiadań, których nie da się czytać, które są nudne i o niczym, które zupełnie nie przystają do rzeczywistości. A ja mogę je wziąć i się nimi delektować. Nie pochłaniać w jeden wieczór, nie śledzić żywiołowej akcji, pomijając wszystkie zbędne opisy. Nie. Mogę ją sobie sączyć powoli niczym wyborną whisky. I cieszyć się z każdego kolejnego akapitu. Pochłaniać opisy miejsc, wnikać w ciała i umysły bohaterów opowiadań. Przenosić się w czasie, obserwować miejsca, ludzi, ich czyny. Bo opisane są tak sugestywnie, tak pięknym językiem, że czuje się wręcz odgłosy miasta, piękno nadrzecznego krajobrazu i bicie serca zakochanego. Słyszy się koła pociągu i szczekanie polującego (trochę na niby) psa. Wchodzi się w te miejsca, zdarzenia, w tych ludzi w pełni. Widzi się z nimi, czuje się z nimi, przeżywa się z nimi.

   Tak się dzisiaj nie pisze. Dziś wszystko powinno być szybko i na temat. A tymczasem u Manna jest rozwlekle, wręcz rozmemłanie, a problemy nie są warte, by się nimi zajmować. I dlatego tak dobrze mi się czytało te opowiadania. Te powolne, delikatne, dokładne opisy, ta niespieszna narracja i te poważne – niepoważne problemy. Jakież o piękne, jakież to wyjątkowe, jakież inne, specyficzne, doskonałe.

   W skład zbioru weszło pięć noweli: „Pajac” (1897), „Tonio Kröger” (1903), „Katastrofa kolejowa” (1907), „Pan i pies” (1918), „Mario i czarodziej” (1930), obejmują zatem duży okres czasu, ale nie odnajduję w nich wielkich różnic zarówno w stylu, jak i tematyce utworów. Być może specjaliści zajmujący się twórczością Tomasza Manna takowe znajdą, według mnie, mimo trzydziestu trzech lat dzielących graniczne nowele, twórczość Manna stale jest taka sama. Wyjątkowa. Tak w pierwszej, jak i w ostatniej noweli widoczny jest ów specyficzny styl ujmowania ludzi i ich życiowych problemów, ten sam styl ich opisywania. Wszystkie dotyczą człowieka. Człowieka zwykle innego, z różnych powodów odmiennego od całej reszty. Zwykle bardziej wrażliwego, inaczej postrzegającego rzeczywistość, z większym lub mniejszym trudem próbującego się w tej rzeczywistości odnaleźć. To ludzie, którzy chcą ową rzeczywistość przekształcać w formie sztuki, czasami dzięki sztuce próbują w rzeczywistości przetrwać. Jest zatem o sztuce, o życiu innego wśród innych, o przeznaczeniu, o duchowości. Jest wszystko, co w różnej formie w prozie Manna przewijało się zawsze. I dlatego lubię sięgać po tę prozę, bo zawsze coś we mnie porusza, bo zawsze zmusza do myślenia. A poza tym jakże cudownie się ją czyta!

Ray

METRYCZKA
Autor: Tomasz Mann
Tytuł: Tonio Kröger i inne opowiadania
Tytuł oryginalny: Der Bajazzo, Tonio Kröger, das Eisenbahnunglück, Her rund Hund, Mario und der Zauberer
Tłumaczenie: Leopold Staff
Państwo: Niemcy
Wydawnictwo: Czytelnik
Miejsce wydania: Warszawa
Rok wydania: 1987
Stron: 146

**********ENGLISH VERSION**********

   I am fully aware that today it is not written in such a way, that today nobody will want to read such written stories. I realize that the problems they contain obviously still apply to humans, but few would put them that way. I understand that describing walks with the dog in a few pages could only lead a large group of young readers to knock their heads. I understand that the past is the past and should be left in the past. Anyway, as far as I know, tendencies to actually eliminate old age from schools are quite popular …

   When my bones are bleeding, when I have trouble getting out of bed, when I can’t read the label in the store and run to the bus, I obviously get nervous. Sometimes I even get mad like I don’t know what. Because this aging makes me so nervous. It pisses me off tremendously and cruelly. But when I want to read, I can calmly walk over to the shelf and with great joy pull out of it a collection of Thomas Mann stories. A collection of unreadable stories that are boring and about nothing that are completely incongruous with reality. And I can take them and enjoy them. Do not absorb in one evening, do not follow the spontaneous action, omitting all unnecessary descriptions. No. I can sip it slowly like fine whiskey. And enjoy each subsequent paragraph. Absorb descriptions of places, penetrate the bodies and minds of the characters in the stories. Travel in time, observe places, people and their deeds. Because they are described in such an evocative and beautiful language that you can even feel the sounds of the city, the beauty of the riverside landscape and the heartbeat of a lover. You can hear the wheels of the train and the barking of a (somewhat pretended) dog. You enter these places, events, and these people fully. You see them, he feel with them, you experience them.

   That’s not the way to write today. Today, everything should be fast and to the point. Meanwhile, Mann is slow, even deliberate, and problems are not worth being dealt with. Which is why I enjoyed reading these stories so well. These slow, gentle, accurate descriptions, this unhurried narrative and these serious – frivolous problems. How beautiful, how unique, how different, specific, perfect.

   The collection includes five novels (literal translation!): “The Clown” (1897), “Tonio Kröger” (1903), “The Railway Catastrophe” (1907), “The Lord and the Dog” (1918), “Mario and the Wizard” (1930), therefore a long period of time, but I don’t find great differences in either style or theme of these novels. Perhaps the specialists dealing with the works of Thomas Mann will find them, in my opinion, despite the thirty-three years separating the border short stories, Mann’s work is still the same. Special. In both the first and the last novels, this specific style of presenting people and their life problems is visible, the same style of describing them. They are all about man. A man usually different, for various reasons different from all the rest. Usually more sensitive, perceiving reality differently, trying to find himself in this reality with greater or lesser difficulty. They are people who want to transform this reality into the form of art, sometimes trying to survive thanks to art. It is therefore about art, about the life of another among others, about destiny, about spirituality. There is everything that has always appeared in Mann’s prose in various forms. And that’s why I like to use this prose, because it always makes me think. Besides, how wonderful it is to read it!