Wiktor Hugo – Katedra Marii Panny w Paryżu

   Już zapewne kiedyś wspominałem, że z powodu problemów z wyborem książki do czytania (a wiadomo, że chciałbym przeczytać wszystkie, które – w różnej postaci – udało mi się zgromadzić), podpatrując działania „wuja Grzegorza”, ułożyłem sobie plan czytania książek z różnych gatunków. Dzięki temu łatwiej mi podjąć decyzję, bo jeśli akurat przyszła kolej na książkę z literatury pięknej, zagranicznej, starszej (granicę ustawiłem na II wojnie), to podchodzę do półki i biorę kolejną książkę. Oczywiście nie trzymam się tak ściśle tej rozpiski, bo jak mi się zachce akurat przeczytać coś ściśle określonego, to po prostu po daną książkę sięgam.

   Jedną z kolejnych książek ze wspomnianej serii książek zagranicznych, starszych była właśnie ta. Nie pamiętam, czy czytałem ją w młodości. Być może tak, ale nie jestem pewien. Na pewno znałem opisaną w niej historię, bo trudno jej nie znać. Jej bohaterowie weszli do języka potocznego, ich wygląd, zachowanie, sposób myślenia i działania, ale też to, co działo się wokół nich, wszak często służy za ilustrację i dzisiejszych poczynań pewnych, czy wyglądu pewnych ludzi.

   Ta książka to jeden z licznych przykładów pokazujących i udowadniających, że ludzi byli, są i zapewne będą tacy sami (lub bardzo podobni) bez względu na miejsce i czas, w którym przyszło im żyć. Dotyczyło to bohaterów książki, odniesień tamtych czasów do czasów, gdy książka była pisania przez Wiktora Hugo, wreszcie i my sami możemy doszukiwać się podobnych przykładów w naszym życiu, w naszych czasach.

   Zapewne, kiedy czytamy to dzieło w latach młodzieńczych, skupiamy się na opowiedzianej w nim fabule. Tej fabule, którą dobrze znamy. Fabule o walce dobra ze złem, wiary i niewiary, pożądania z jego unikaniem, rozpasania z abstynencją, porządku z brudem, uczciwości z kłamstwem itd. Bo przecież w niej o tym wszystkim jest mowa. Wszak to znakomity obraz prawdziwych ludzi, ale też układów międzyludzkich, bezmyślności, głupoty, chamstwa, chciwości i niesprawiedliwości. Wszystko tam jest. Jest opisywane, punktowane, wyliczane i – pośrednio – piętnowane. Aczkolwiek i tak wiadomo, że człowiek – mimo wiedzy, mimo wiary, raczej się nie zmienia.

   Bohaterów książki jest kilkoro. Jest nim ksiądz Frollo, główny sprawca wszystkich opisywanych nieszczęść, jest nieszczęśliwy od urodzenia, bo urodzony jako wyjątkowo szpetny człowiek – Quasimodo, jest poeta filozof Gringoire, który chciałby być kimś znaczący,, a jednocześnie nie chciałby być w nic zaplątany. Jest piękna sierotka, (niby) cyganka Esmeralda, zamknięta w celi, cierpiąca po stracie dziecka Gudula, nieczuły, za to potrafiący wykorzystać swój wygląd i pozycję kapitan Fedus i cała masa mniej lub bardziej ważnych pod względem społecznym ludzi, którzy tak pojedynczo, jak w całej masie wpływają na życie bohaterów. Nie będę opowiadał tutaj historii, bo warto ją przeczytać samodzielnie, o ile oczywiście już jej nie znacie.

   Natomiast chciałbym poruszyć tutaj dodatkową kwestię, której – jeśli czytałem przed laty – zapewne nie zauważyłem, lub ją celowo pominąłem. Nie mówię tu o kwestii sprawiedliwości i niesprawiedliwości społecznej, nie mówię o specyficznym połączeniu, ale też walce kościoła z miastem (państwem), o układach, które powodowały równie nagłe awanse, jak i upadki, o sojuszach, o bezmyślności i bezkarności urzędniczej, o ferowaniu wyroków bez uczciwego procesu. To sprawy oczywiste. To o nich jest ta książka. To one właśnie stają się podstawą do wspomnianych wyżej porównań dawnych czasów z naszymi. Bo naprawdę nie jest wcale trudno o takie porównania. I wcale – przynajmniej w niektórych sytuacjach – wale nie będą naciągane.

   Temat, który mnie poruszył podczas czytania tej książki obecnie, to kwestia ogromnego zaangażowania autora w obronę… architektury. Kiedy sięgałem po ten dość gruby tom, nie spodziewałem się, że zacznie się, a w trakcie jeszcze ten temat jest podnoszony, od takiej tyrady na złość i tępotę ludzi, którzy za nic sobie mają przeszłość zawartą w postaci budynków. Pojęcie zabytku pojawiło się dość późno, ale widać, jak bardzo Hugo zależało na ich zachowaniu. Jak współcześnie myślał. Jak bardzo chciał, aby ta stara tkanka architektoniczna przetrwała jak najdłużej, by mogły z niech korzystać następne pokolenia. W swoich poglądach był na tyle radykalny, że dostało się wszystkim modom i stylom architektonicznym, jakie nastały po sztuce romańskiej i gotyckiej. Momentami bywał niezwykle ostry, oczywiście z częścią z jego twierdzeń można się zgodzić, natomiast z naszej perspektywy, pewne powstałe na fundamentach romańskich, czy gotyckich, albo też powstałych później obiekty też uznajemy za godne uwag, za wartościowe i piękne. Aczkolwiek mnie, osobie, która szuka obiektów właśnie sztuki romańskiej i gotyckiej w Polsce, bardzo łatwo się zgodzić z twierdzeniami Hugo. A on jeszcze nie wiedział do jakich zniszczeń dojdzie i to dokonanych przez tak zwanych wykształconych łudzi…

   Warto tę książkę przeczytać dla samej jej fabuły, dla historii tragicznej miłości. Ale też warto po nią sięgnąć właśnie dla wspomnianych rozważań autora. Szkoda, że zapewne nie przeczytają jej ci, którzy w dalszym ciągu za nic sobie mają „jakieś tam starocie”…

Ray

METRYCZKA
Autor: Wiktor Hugo
Tytuł: Katedra Marii Panny w Paryżu
Tytuł oryginalny: Notre-Dame de Paris
Tłumaczenie: Hanna Szumańska-Gross
Państwo: Francja
Wydawnictwo: Biblioteka Gazety Wyborczej
Miejsce wydania: Warszawa
Rok wydania: 2005
Stron: 514

Recenzja ukazała się w dniu 15.10.2020

**********ENGLISH VERSION**********

   I have probably already mentioned that due to problems with choosing a book to read (and you know that I would like to read all that – in various forms – I managed to collect), observing the activities of “Uncle Grzegorz” (my brother-in-law), I made a plan to read books of various genres. Thanks to this, it is easier for me to make a decision, because if it is the turn of a book on fiction, foreign and older literature (I set the border during World War II), I go to the shelf and take another book. Of course, I do not stick to this schedule so strictly, because if I just want to read something specific, I simply reach for a given book.

   One of the books in the aforementioned series of foreign, older books was this one. I don’t remember reading it when I was young. Perhaps so, but I’m not sure. I certainly knew the story it described, because it’s hard not to know it. Its heroes entered colloquial language, their appearance, behavior, way of their thinking and their actions, but also what happened around them, after all, often serves as an illustration of today’s actions or the appearance of certain people.

   This book is one of the many examples that show and prove that people were and are likely to be the same (or very similar), no matter where or when they live. It concerned the heroes of the book, the references of those times to the times when the book was written by Victor Hugo, and finally we ourselves can look for similar examples in our lives, in our time.

   Probably, when we read this book in our youth, we focus on the plot it tells. This plot we know well. A plot about the fight between good and evil, faith and disbelief, desire and avoiding it, debauchery with abstinence, order with dirt, honesty with lies, etc. Because it is all about ir. After all, it is a great picture of real people, but also of interpersonal relationships, thoughtlessness, stupidity, rudeness, greed and injustice. Everything is there. It is described, scored, calculated and – indirectly – stigmatized. However, it is known that man, despite knowledge, despite faith, does not change.

   There are several heroes of the book. There is Father Frollo, the main perpetrator of all the described misfortunes, there is unhappy from birth, because he was born as an extremely ugly man – Quasimodo, there is a poet philosopher Gringoire, who would like to be someone significant, and at the same time would not want to be entangled in anything. There is a beautiful orphan, (supposedly) a gypsy Esmeralda and locked in a cell, suffering after the loss of her child – Gudula, there is insensitive, but able to use his appearance and position, Captain Fedus, and a whole lot of more or less socially important people who in different ways influence the lives of the main heroes. I will not tell a story here, because it is worth reading it yourself, unless, of course, you already know it.

   However, I would like to raise an additional point here, which – if I read years ago – I probably did not notice or I have deliberately omitted it. I am not talking about the issue of justice and social injustice, I am not talking about a specific connection, but also about the struggle between the church and the city (state), about agreements that resulted in both sudden promotions and falls, about alliances, about the thoughtlessness and impunity of officials, about judgments without a fair trial. It’s obvious. This book is about them. They are the basis for the aforementioned comparisons of the old days with ours. Because it is really not difficult to make such comparisons. And at all – at least in some situations – the shafts will not be stretched.

   The topic that touched me while reading this book was the author’s enormous commitment to defend… architecture. When I reached for this rather thick volume, I did not expect it to begin, and in the process this topic is still raised, from such a tirade against the anger and obtuseness of people who do not care about the past contained in the form of buildings. The concept of a monument appeared quite late, but you can see how much Hugo cared about keeping them. As he thought today. How much he wanted this old architectural fabric to last as long as possible, so that next generations could benefit from it. In his views, he was so radical that it got in with all the fashions and architectural styles that followed Romanesque and Gothic art. At times, he was extremely harsh, of course, with some of his statements you can agree, but from our perspective, we also consider certain objects built on Romanesque or Gothic foundations, or those created later, to be noteworthy, valuable and beautiful. However, for me, a person who is looking for objects of Romanesque and Gothic art in Poland, it is very easy to agree with Hugo’s statements. And he did not know yet what damage will happen, and it will be done by the so-called educated people…

   It is worth reading this book for its plot itself, for the story of a tragic love. But it is also worth reading for the author’s considerations. It is a pity that it will probably not be read by those, who still have nothing to do with “some antiques” …