MORTAS – Tu (SP Records, 2020)

01. Na poczekaniu
02. Dom
03. Lubię
04. Jeśli
05. Na dnie
06. Za tysiąc lat
07. Nadal ja
08. Tu
09. Przedostatni
10. Nie ufaj

Skład:
Adam Mortas – wokal
Bartek Tarkowski – gitara
Michał Korpecki – klawisze
muzycy współpracujący:
Michał Rybka – gitara
Kamil Stasiak – bas
Bartek Staszkiewicz – perkusja

   Z braku czasu nie śledzę z jakąś szczególną uwagą rynku muzyki popowej, dlatego docierają do mnie zwykle tylko nagrania firm, które chcą wysyłać mi informacje i muzykę promowanych i wydawanych przez siebie zespołów. Dzięki temu dość często trafiam na ciekawe albumy i poznaję wykonawców, których działalność – jeśli przypadnie mi do gustu – staram się później śledzić. Nie tak dawno temu otrzymałem informację o teledysku grupy MORTAS, nakręconym do utworu „Dom”. Zaskoczył mnie ten utwór niezwykle intrygującym połączeniem muzyki popowej z czymś, co z czystym sumieniem można nazwać poezją śpiewaną. Był to utwór nowoczesny, ale z nutką retro. Do tego jeszcze sam teledysk zaskakiwał swoją wizualną formą. Był dokładnie taki sam, jak muzyka grupy, niezwykle delikatny, wyważony, prosty w formie, a przez to wyrazisty w przekazie. Był znakomitym zalążkiem nowej płyty, stał się świetną zachętą, by poczekać i posłuchać całego albumu.

   Jakiś czas temu ten album do mnie dotarł. Wielka szkoda, że tylko w wersji cyfrowej, bo podejrzewam, że jeśli zrobiony został w tym samym stylu, jak klip, to mógł być płytą, którą chciałoby się wziąć w ręce nie tylko ze względu na zawartą na niej muzykę, ale również warstwę graficzną, która tej muzyki byłaby znakomitym dopełnieniem. Nie wiem, jak wygląda płyta, mogę się tego tylko domyśleć, ale zawartość muzyczna jest godna uwagi. Na szczęście wszystkie utwory nie odstają od singlowego utworu, wszystkie utrzymane są w podobnym klimacie, wszystkie dobre, ciekawe i łatwo przyswajalne. Bo zespół – i chwała mu za to – nie boi się melodii, posuwając się momentami wręcz ku granicom niebezpiecznie balansującym z miałkim popem („Przedostatni”), na szczęście tej granicy nie przekraczając. Melodie niosą te utwory, są ich podstawowym szkieletem, dzięki czemu tak łatwo, tak przyjemnie się ich słucha.

   Dużą uwagę muzycy skupili na aranżacjach. To słychać już podczas pierwszego słuchania, ale zachęcam, by na tym pierwszym słuchaniu nie zakończyć kontaktu z płytą. Bo podczas każdego kolejnego z nią obcowania odkrywa się wspomniane aranżacje, docenia się sposób, w jaki muzycy użyli swoich instrumentów, by zaznaczyć ich obecność, a jednocześnie nie przesadzić, by tak poprowadzić partię każdego instrumentu, by żaden z nich nie przytłoczył reszty, a wszystkie ze sobą się zgrywały w fantastyczny sposób. Oczywiście w niektórych utworach pojawiają się jakieś dominujące instrumenty, ale dzieje się tak tylko wtedy, gdy jest to potrzebne do wzbogacenia danego utworu, do podkreślenia jego oryginalności. Mnie ta delikatność aranżacji bardzo się podoba.

   Delikatne są aranżacje, delikatna jest muzyka, ale i linie wokalne tworzone przez Adama Mortasa są delikatne. Jego głos tez jest delikatny, dlatego też te wokale natychmiast przywodzą na myśl wspomnianą poezję śpiewaną. Ale z kolei sposób interpretowania tekstów zdecydowanie zbliża działania zespołu do muzyki popowej. Do tego jeszcze muszę dodać, że w kilku utworach zespół wykorzystuje również elektronikę, ale też w rozsądnym wymiarze („Na dnie”, „Nadal ja”).

   I na koniec zostawiłem teksty. Nie jest trudno się domyśleć, że skoro muzyka jest raczej delikatna, to teksty nie opisują jakichś strasznych rzeczy. Aczkolwiek też nie opisują samych rzeczy miłych, bowiem w dotyczą człowieka umiejscowionego w określonym miejscu i czasie, do tego wchodzącego w tak zwane międzyludzkie układy. I to jeszcze z płcią przeciwną, a to musi oznaczać tak radość, jak i problemy. Ale – jak udowadnia Mortas – o problemach też można śpiewać (w miarę) spokojnie, wszak zawsze lepiej rozmawiać, niż na siebie wrzeszczeć…

   Delikatna, ładna, fajna płyta. Warto na nią zwrócić uwagę.

Ray