RAINY DAY- Dekadencja (Sigi Records, 2021)

01. Złote paranoje
02. Credo feat. Mike Protich
03. Dekadencja
04. Brama
05. Lipiec
06. Spalone mosty
07. Y2K20 Bug (Koronawirus)
08. Walka o ogień
09. Deszcz
10. Dust In The Wind (cover for Maria)

Skład:
Wojciech Kubicki – wokal, gitara
Michał Kochański – gitara
Jan Wierzbicki – gitara basowa
Amadeusz Krebs – perkusja
Gościnnie:
Mike Protich – wokal
Kamila Wyrzykowska – wiolonczela
Damian Pietrasik – fortepian
Mateusz Rubaj – trąbka
Nika Grann (Weronika Pietrasik) – wokal

   Rzut oka okładkę wystarcza, by wiedzieć, czego można się spodziewać po nowej płycie RAINY DAY. Podobnie jak w przypadku poprzedniego krążka, będzie nostalgicznie, trochę melancholijnie, poważnie w większości tekstów, ale… nie smutno. Tak, wbrew okładce i całościowemu przesłaniu płyty nie odbieram jej jako kwintesencji smutku, bólu i cierpienia, chociaż w warstwie tekstowej żadnego z tych słów lub jego homonimów nie brakuje. A nie jest smutno ze względu na… muzykę. Tak, muzyka zespołu, choćby nie wiem, jak się starali nie jest smutna, nie jest przygnębiająca, jest raczej delikatna, jest miła, jest łagodna, chociaż i kilka ostrzejszych momentów też się w niej tym razem znalazło. To muzyka, która słodzi gorycz tekstów, dzięki czemu jako całość jest niezwykle łatwo przyswajalna.

   W stosunku do poprzedniczki, muzyka zawarta na tej płycie wydaje mi się bardziej zróżnicowana, a przez to bardziej intrygująca. O ile wcześniej kojarzyła mi się bardziej jako połączenie delikatnego pop-rocka z poezją śpiewaną, to tym razem, ten pop momentami idzie nawet w kierunku klasycznego rocka. Nie jest oczywiście bardzo mocno, bo nie o to chodzi, ale jest zdecydowanie ostrzej. Ta ostrość objawia się głównie w pracy sekcji, która na tej płycie wydaje mi się bardziej wyrazista, jak by dwójka liderów grupy pozwoliła się wykazać pozostałym muzykom, ale nie brak też liczniej, ostrzejszych partii gitarowych. Ta ostrość przekazu muzycznego jest dzięki temu wyraźniejszym wsparciem dla przekazu tekstowego. Wojciech Kubicki ma swój styl pisania i śpiewania, może on się podobać, może nie podobać, ale na pewno stał się jednym z wyznaczników twórczości Wojtka i jego zespołu. Teksty tym razem nie dotyczą już samej miłości, ale nas samych i naszej rzeczywistości, z pandemią włącznie. Są szybką, bieżącą reakcją twórcy na to, co dzieje się wokół nas, co dzieje się z nami w określonych sytuacjach. Dlatego są ostrzejsze, bardziej wyraziste i dlatego też potrzebują odrobinę ostrzejszej muzyki.

   Płyta dostarcza nam dziewięć autorskich utworów, w miarę zróżnicowanych dynamicznie, zróżnicowanych rytmicznie, rozłożonych tak, aby stworzyć spójną, ciekawą w odbiorze płytę. Dostajemy zatem delikatną balladę „Deszcz”, dostajemy miłe, delikatne, można powiedzieć klasyczne utwory grupy, jak „Brama”, „Y2K20 Bug (Koronawirus)”, odrobinę szybsze, jak zaśpiewany wspólnie z Mikem Protichem z Red Sun Rising utwór „Credo, czy chyba jedyny bardziej optymistyczny, instrumentalny kawałek na płycie „Lipiec” i wreszcie utwory z mocniejszym fragmentami, jak „Złote paranoje”, „Spalone mosty”, czy „Walka o ogień”. Poza wspomnianą dziewiątką na płycie znalazł się jeden cover. To bardzo dobrze wszystkim znany utwór zespołu Kansas „Dust In The Wind”, przerobiony na modłę Rainy Day, z niezwykle istotnym udziałem trąbki. Utwór znalazł się na płycie z powodów osobistych lidera grupy, ale wpasował się w całość płyty w znakomity sposób.

   Nazwa zespołu, tytuł płyty, jej okładka oraz treść tekstów wskazują, że płyta winna być słuchana jesienią. Tymczasem album ukazał się wiosną, co potwierdza trochę moją teorię wyrażoną na początku recenzji, że zawarta na płycie muzyka jest delikatna, melancholijna, klimatyczna, liryczna, ale nie jest smutna, nie jest dołująca. Mówi o poważnych sprawach, ale jednocześnie przypomina, że po każdym, najpotężniejszym nawet deszczu kiedyś musi nastąpić wypogodzenie pogody.

Ray

**********ENGLISH VERSION**********

   A glance at the cover is enough to know what to expect from the new RAINY DAY album. As with the previous album, it will be nostalgic, a bit melancholic, serious in most of the lyrics, but … not sad. Yes, contrary to the cover and the overall message of the album, I do not perceive it as the quintessence of sadness, pain and suffering, although in the textual layer none of these words or its homonyms are missing. And it’s not sad because of… music. Yes, the band’s music, no matter how hard they tried, is not sad, it is not depressing, it is rather delicate, it is nice, it is gentle, although some harsher moments also found its way into it this time. It is music that sweetens the bitterness of the lyrics, making it extremely easy to digest as a whole.

   Compared to its predecessor, the music on this album seems to me more diverse, and therefore more intriguing. While previously I associated it more with a combination of gentle pop-rock with sung poetry, this time, this pop sometimes goes even towards classic rock. It’s not very hard, of course, because that’s not the point, but it’s definitely sharper. This sharpness manifests itself mainly in the work of the rhytm section, which seems to me more expressive on this album, as if the two group leaders let the other musicians demonstrate their skills, but there are also more, sharper guitar parts. This sharpness of the musical message is thus a clearer support for the text message. Wojciech Kubicki has his own style of writing and singing, you may like it, you may not like it, but it has certainly become one of the determinants of the work of Wojtek and his band. This time the lyrics are not about love itself, but about ourselves and our reality, including the pandemic reality. They are the creator’s quick, current reaction to what is happening around us, what happens to us in certain situations. That is why they are sharper, more expressive and therefore they need a bit of sharper music.

   The album provides us with nine original tracks, relatively dynamically diversified, rhythmically diversified, arranged in such a way as to create a coherent, interesting disc. So we get a delicate ballad “Deszcz”, we get nice, delicate, you can say classic songs of the group, such as “Brama”, “Y2K20 Bug (Coronavirus)”, a bit faster, like the song “Credo” (sung together with Mike Protich from Red Sun Rising), or probably the only more optimistic, instrumental piece on the album “Lipiec” and finally songs with stronger fragments, such as “Złote paranoje”, “Spalone mosty” or “Walka o ogień”. Apart from the aforementioned nine, there is one cover on the album. This is a well-known song by the Kansas band “Dust In The Wind”, transformed into the Rainy Day fashion, with an extremely significant participation of the trumpet. The song was on the album for personal reasons from the group leader, but it fitted into the album in a great way.

   The name of the band, the title of the album, its cover and the content of the lyrics indicate that the album should be listened to in autumn. Meanwhile, the album was released in spring, which confirms my theory expressed at the beginning of the review that the music contained on the album is delicate, melancholic, atmospheric, lyrical, but not sad, not depressing. It talks about serious matters, but at the same time reminds that after each, even the most powerful rain, the weather must be cleared.