Jan Suško – Spacer po Orawie

   Staram się bywać na wystawach na tyle często, by móc stwierdzić, że malarstwo naturalistyczne niezwykle rzadko gości w wystawowych salach. Nie wiem, jak wygląda sytuacja poza granicami naszego kraju, ale w Polsce krajobrazy uznaje się zwykle za coś pośledniego, za twórczość tworzona wyłącznie dla ludzi pozbawionych gustu. Oczywiście można namalować przesłodzone landszafty z wyśmiewanym od lat jeleniem, ale jakże często zapomina się, że namalowanie krajobrazu do sprawa wcale niełatwa. Wymaga odpowiedniego kunsztu, wymaga odpowiedniego spojrzenia. Na szczęście od czasu do czasu pojawiają się artyści, którzy nie boją się „zaryzykowania”, malują naturę i robią to naprawdę dobrze.

   W dniu 19. stycznia 2017 miałem okazję uczestniczyć w Instytucie Słowackim w Warszawie w wernisażu wystawy malarza – naturalisty – Jána Suški. To artysta słowacki, urodzony w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, który tajniki malowania poznawał na rużomberskiej uczelni, m.in. pod okiem jednego z najbardziej znanych słowackich artystów Jana Kudlički – słynnego w naszym kraju głównie ze scenograficznej działalności jego syna Borisa.

   Ján Suško postanowił skupić się na malowaniu tego, co widzi za oknem – krajobrazu swojej rodzinnej Orawy. To region sąsiadujący z Polską, obdarzony przez naturę pięknymi górami, lasami, łąkami. Tym samym wywołujący określone wrażenia, zmuszający wręcz do tego, by go przedstawiać w każdej możliwej formie sztuki. Orawski malarz robi to malując obrazy olejne, oraz korzystając z pasteli i akwareli.

   Część z jego prac można obejrzeć w salach Instytutu. Przy czym widać dość wyraźną różnicę między obrazami olejnymi, a akwarelami i pastelami. Oleje są wręcz przesycone barwą, kipią od słońca, od kolorów (z przewagą zieleni, albowiem prezentują głównie letnie pejzaże), są bliższe odwzorowania natury (prezentują głównie pejzaże letnie i wiosenne). A przez to też bardziej zbliżone do tego, co tak bardzo nie odpowiada „poważnym znawcom sztuki”, a z kolei oddaje gust tych, którzy „nie mają gustu”. Nie wiem, jaki jest odbiór tych obrazów przez innych oglądających, ale na mnie nie zrobiły większego wrażania. Nie podważam tu spraw technicznych, bo namalowane są znakomicie. Ale trochę za bardzo są „widokówkowe”, są zbyt oczywiste.

   Za to pastele i akwarele to coś, co – według mnie – artysta winien robić częściej. To już nie namalowanie natury, to już coś zdecydowanie więcej. Bez względu na to, którą z wymienionych technik artysta zastosował, i czy rysował/malował zimę, czy jesień (w tym wypadku dominują te dwie pory roku), jest w tym obrazach natura, jest w tych obrazach autor, jest lekko magiczny, tajemniczy klimat. Są owe niedomówienia, których brak w obrazach olejnych. Wystarczy kilka kresek, wystarczy kilka zgaszonych barwnych plam, a otwiera się przed oczami oglądającego wyjątkowy (kraj)obraz. Trochę smutny, trochę przerażający, ale i w tym smutku, i w tym przerażeniu piękny. Niesamowity, wyjątkowy, magiczny. Kolejny raz można się zatem przekonać, że za pomocą prostych środków (z pomocą talentu!) może przekazać dużo więcej niż poprzez rozbuchane formy.

Ray

Relacja ukazała się w dniu 06.05.2020 (pierwotnie w dniu 19.01.2017)